Nasz zwariowany świat!

To waśnie MY!

#1 2008-09-26 20:52:33

Kruk

Skryba

Zarejestrowany: 2008-09-26
Posty: 4

Harry Potter i Następca Voldemorta

Teraz coś odemnie:) Mój pierwszy stary jak świat fanfick o Potterku:) Zapraszam:) Mam nadzieje, że nie zaśniecie:)

Rozdział I : Wyniki SUM-ów

Ciemna noc zapadała powoli nad ulicami. Mieszkańcy Privet Drive pogrążali się w ciszy, napawając ciepłym letnim wieczorem. Tylko jeden mieszkaniec tej ulicy nie był  skłonny do śmiechu i radości, jaka krążyła po niektórych domach. Tym kimś był nie kto inny jak Harry Potter, Wybraniec, Chłopiec który przeżył. W tej chwili leżał na łóżku w swej zagraconej sypialni na Privet Drive 4, mieszkał tutaj już od 16 lat u swoich mugolskich krewnych Dursleyów, którzy traktowali go jak piąte koło u wozu. Nie jadł praktycznie nic, a pił tylko dlatego, żeby się nie odwodnić. W chwili gdy smętnie wpatrywał się w okno ujrzał nieznany kształt, otworzył szybko okiennicę wpuszczając do środka kilka małych sówek. Hedwiga zaczęła hukać ostentacyjnie w przypływie zazdrości. Potter zignorował ją. Zdjął koszulę i spodnie 4 razy na niego za duże gdyż nosił je po kuzynie Dudleyu, śwince w rozmiarach XXL. W tej chwili na jego łóżku spoczywało kilka kopert, jedna dość gruba.

- Pewnie z Hogwartu. – pomyślał chłopak.

Miał rację, na kopercie widoczne było godło szkoły, chcąc nie chcąc otworzył list.



Szanowny Panie Potter

Przypominam, że rok szkolny rozpocznie się Pierwszego Września, pociąg odjeżdża z Peronu 9 i ¾ na King`s Cross. Ponadto załączam wyniki Standardowych Umiejętności Magicznych. Dodatkowo informuję iż w tym roku jest dostępny nowy przedmiot mianowicie Czarna Magia.

Z poważaniem

Minerwa McGonagall

Zastępca Dyrektora



Harry oszołomiony informacją myślał nad tym co przeczytał. Przecież Dumbledore mówił jasno i wyraźnie, że za jego kadencji nie ma mowy o nauczaniu Czarnej Magii, jednak obiecał sobie, że zastanowi się nad tym później. Rozerwał kopertę z wynikami SUM-ów. Serce tłukło mu się jak oszalałe w okolicy jabłka Adama.

Harry James Potter ze Standardowych Umiejętności Magicznych otrzymał

Transmutacja : P

OPCM : W

Eliksiry : W

Zielarstwo : P

Zaklęcia : W

Historia Magii : Z

Wróżbiarstwo : P

OPMS : W

Musi pan wybrać 6 przedmiotów jakich obowiązkowo będzie się pan uczył w klasie 6.

Z poważaniem

Minerwa McGonagall

Zastępca Dyrektora

Gdy już uporał się z listami z Hogwartu zostały mu jeszcze korespondencje od Rona, Hermiony i inne niewiadomo skąd. Na zegarku była godzina 23.50.

Pierwszy został otwarty list od Rona.

Hej Harry

Jak tam ci lecą wakacje? Mam nadzieje, że mugole po rozmowie z Szalonookim nie czepiają się o byle co, chcemy jutro zabrać cię na wakacje, jednak nie do Nory, nie mogę powiedzieć więcej, dowiesz się wszystkiego na miejscu.

P.S : Fred i George postanowili wrócić do Hogwartu, są tutaj z nami w nowym miejscu, Hermiony oczywiście też nie brak, lepiej odpisz szybko bo Ginny zniesie jajko.

Ron.



Potter uśmiechnął się pod nosem, nie Chciał wracać na Grimmauld Place po śmierci Syriusza, jednak postanowił zaufać Ronowi, przecież gdyby zabierali go do Kwatery ZF Weasley by mu powiedział, rozerwał kopertę z pismem Hermiony



Harry

Wszystkiego Najlepszego z okazji urodzin ode mnie i Rona, zapomniał po prostu napisać i kapnął się dopiero, kiedy Świnka poleciała z listem, dlatego piszę Ci ja. Nie zadręczaj się śmiercią Syriusza, to naprawde nie była Twoja wina, i pewnie teraz Myślisz „Wam łatwo mówić”. Nieprawda. Wcale nie jest mi łatwo o tym mówić, szczególnie, że też lubiłam Łapę. Widzimy się jutro.



P.S : Prezent Dostaniesz jutro w miejscu do którego Cie zabieramy. Powiem tylko tyle : To nie jest Kwatera Główna Zakonu Feniksa.

Hermiona

Ostatnie dwie koperty wyglądały z pozoru normalnie, jednak jedna była cała czerwona. Jedna była z Ministerstwa Magii.



Szanowny Panie Potter.



Pragnę przeprosić za zachowanie moje i innych urzędników Ministerstwa względem Pana w ubiegłym roku, dlatego, aby panu zadośćuczynić zezwalam używać zaklęć poza Hogwartem, również niewybaczalnych

Korneliusz Oswald Knot

Minister Magii



- To się Knot popisał – szepnął do siebie Harry. – Pozwolenie się przyda.

Ostatni list był bardzo intrygujący



Harry

Nie znamy się, właściwie ty nie znasz mnie, byłem bliskim przyjacielem twojego ojca, chociaż znał mnie tylko on i Remus Lupin. Zostałem wyznaczony aby przeprowadzić cię przez życie kiedy zabraknie Syriusza Blacka, uwierz mi, że Lupin nie może przejąć nad Tobą prawnej opieki z racji wilkołactwa. Zobaczymy się w Hogwarcie, tam wyjaśnię Ci wszystko. Z okazji urodzin najlepsze życzenia. W pudełku masz prezent, ale otwórz go dopiero jutro. Tam będą dalsze instrukcje.



Pablo Mc Laren

Potter nie dowierzał własnym oczom. Miał znowu mieć opiekuna Z mętlikiem w głowie położył się spać. Nie wiedział nawet jak wiele znaczy dla świata jego istnienie.



Tymczasem w Hogwarcie

W Gabinecie Dyrektora pojawiła się postać w czerwonym płaszczu z kapturem nasuniętym na twarz. Zmęczony Albus rozpalił ogień w kominku, nakazał przybyszowi aby usiadł

- Chciałeś mnie widzieć Albusie? – spytał z flegmą nieznajomy.

- Owszem. Jak wiesz chodzi o Harrego. Dużo przeszedł, mam nadzieje, że nie powiesz mu o naszej tajemnicy i o tym co ukrywasz, inaczej mogą urwać się wam kontakty, dopilnuje tego.

- Jak sobie pan życzy….Dyrektorze. – Ostatnie słowo wypowiedział z jawną kpiną, po czym bezszczelestnie zniknął, aby pojawić się w Zakazanym Lesie

- Nie zabronisz mi kontaktu z własnym synem Dumbledore. – wyszeptał nienawistnie.

Rozdział II : Nowa Kwatera Zakonu Feniksa

Salon w Norze zapełniony został przez członków Zakonu Feniksa, wszyscy czekali tylko na jedną osobę.

W tej chwili do pomieszczenia wkroczył Albus Dumbledore we własnej osobie, nie był już tą wesołą osobą jaka przewodniczyła Hogwartowi, teraz był zmęczonym starcem z poważnym problemem na głowie.

- Co się stało Albusie? – zapytał blady Remus Lupin przeczesując włosy ręką, ilość zmarszczek zmalała, jednak dalej był zmizerniały i wychudły.

- Mamy problem i to poważny – odrzekł Dumbledore.



Usiadł, po czym spojrzał Lupinowi w oczy.



- Grimmauld Place nie jest już bezpiecznym miejscem na to, aby dalej była tam Główna Kwatera Zakonu. - odrzekł zmęczonym głosem Dyrektor.



Nie zdziwieni byli tylko Lupin, Moody i Mc Gonagall, swoją obiekcję wygłosił jednak Kingsley



- Jest jakiś szczególny powód? - spytał swoim głębokim basem pobrzękując złotym kolczykiem, pot spływał mu po łysej czarnej głowie.



- Odnalazł się ktoś, kto może odsunąć Harry`ego od nas na tyle, iż przestanie nam ufać. - Dumbledore zbladł jeszcze badziej.



Milczący dotąd i siedzący na parapecie Severus Snape odgarnął tłuste włosy z czoła, spojrzał krytycznie na Dumbledore`a i ośmielił się wygłosić swoją opinię.



- Straciłeś go już dawno Albusie, nie wyjawiłeś mu jego przeszłości, prawdziwej przeszłości. - Snape nigdy nie cierpiał Pottera, jednak stosunek Dyrektora do tego chłopaka uważał za nienormalny. - Trzymasz go w klatce, złotej, ale jednak klatce.



- Zgadzam się z Severusem. - odparł Lupin. - On nie jest Twoim synem Albusie, i zgodnie z tym co pamiętam ze słów Syriusza, ja mam przejąć opiekę prawną nad Harrym.



Tę uroczą konwersację zakłóciło pojawienie się srebrnego feniksa, którego piękny śpiew zachwycił wszystkich, buchnął płomień tego samego koloru, po czym na biurku pokazała się koperta, na której pięknym pochyłym, prawie kaligraficznym pismem było napisane nazwisko adresata



Albus Dumbledore



Treść listu brzmiała następująco :



Miałeś we mnie przyjaciela Dumbledore, teraz masz potężnego wroga, dobiorę ci sie do skóry w najmniej oczekiwanym momencie, nic nigdy nie będzie takie samo

Spotkamy się już niedługo. Pilnuj się.



J.P





Albus ukrył twarz w dłoniach. Nie płakał od bardzo dawna, jednak teraz nie mógł powstrzymać potoku łez.



Remus pierwszy odzyskał werwę, skinął głową dyrektorowi, po czym otrzymał zezwolenie przeczytania listu, gdy skończył, podał go każdemu członkowi Zakonu. Jedynie Moody, Snape i Lupin mieli niemrawe uśmiechy na twarzach, tylko wilkołak miał podejrzenia kim jest tajemniczy nadawca listu, nawet Dumbledore nie mógł przypuszczać kto mu grozi.



- Przenosimy się na Vauxhall Silveros 45. - orzekł jednym zdaniem starzec. - To jest dom moich rodziców, będzie odpowiedni na Główną Kwaterę Zakonu Feniksa.



Tymczasem na Privet Drive już zapadała ciemność, jedynie lampki oświetlały ulicę, Harry Potter wyglądał przez okno. Mrok otulał go swoim majestatem, nie chciał ruszać się z sypialni, nagle obok jego okna ukazał się stary Ford Anglia Weasleyów, zza kierownicy wyglądał Charlie Weasley.



- Hej Harry – wyszczerzył zęby. - Zwijaj się.



Potter niewiele myśląc załadował klatkę Hedwigi i kufer do magicznie powiększonego bagażnika, władował się na siedzenie obok Rona, podając mu dłoń, na przednim siedzeniu obok kierowcy siedział Bill. Miał krótkie włosy w przeciwieństwie do Charliego, którego burza rudych włosów mogła zawrócić niejednej w głowie.



Jechali w milczeniu, zostawili miasto za sobą, ujrzeli pastwiska i łąki, wylądowali przed zwykłym kurnikiem, jeszcze bardziej zdezelowanym niż Nora. Drzwi dosłownie odpadały z zawiasów a dach o mało co sie nie zawalił.



Potter po prostu tam wszedł i prawie doznał szoku. Wszedł do ładnie umeblowanego przedpokoju pomalowanego na ciemny bordowy, przeszli dalej do kuchni, w której na wielkim piecu kaflowym bulgotał gulasz z mięsem, przyjemny aromat unosił się po całym pomieszczeniu.



- Dzień Dobry Harry.



Chłopak aż podskoczył, odwrócił się i stanął oko w oko z Albusem Dumbledore`em.



- Pan Profesor? - zająknął się Wybraniec



- Owszem.  Uśmiechnął się dobrotliwie staruszek. - Znajdujemy sie w moim domu, teraz KG Zakonu Feniksa, teraz zjedz cos. - machnal rozdzka i na stole pokazal sie talerz gulaszu z miesem, oraz kilka kromek chleba.



Harry wdzieczny zabral sie za jedzenie, kiedy juz skonczyl wszedl na gore do swojej sypialni. Przezyl nie maly szok, kiedy zobaczyl, ze ma wiele ksiazek w swoim wlasnym pokoju, pracownie eliksirow, oraz sale do pojedynkow. Ron siedzial na dole, wiec Potter otworzyl prezent od Mc Larena.



W srodku znajdowala sie rozdzka, lecz z metalu nie drewna, tam gdzie palce sciskaly metal byl wygrawerowany smoczy leb, natomiast nad nim napisane slowa



Harry James Potter



List zalaczony do niej byl krotki i tresciwy.









Harry

Ta rozdzka nalezy do ciebie od dnia urodzenia, do konca wakacji zostan tam gdzie jestes, nikomu nie mow o korespondencji ode mnie, co do przedmiotow na 6 rok radze Ci wybrac Czarna Magie, nie pytaj dlaczego, wytlumacze Ci wszystko podczas naszego spotkania, dla innych ta rozdzka jest zwyklym drewnianym patykiem (Zaklecie Ilumiatio). Spotkamy sie juz niedlugo. Uwazaj na siebie i pomysl komu Ufasz.

Pablo Mc Laren.



Potter umoczyl gesie pioro w atramencie po czym na wolnym kawalku pergaminu napisal



Ja Harry James Potter wybieram do nauki na 6 roku



OPCM, Zaklecia, Eliksiry, Transmutacje, ONMS oraz Czarna Magie.



Odpowiedz wyslal przez Hedwige, gdy sowa poleciala w dal Potter zadawal sobie jedno pytanie : Kim jest Pablo Mc Laren i jaki ma cel w tym aby sie z nim spotkac

Offline

 

#2 2008-09-26 21:20:45

Badb Catha

Administrator

3474460
Zarejestrowany: 2008-09-20
Posty: 31
SKĄD: No a skąd się biorą dzieci? ^^
HOBBY: Literki tańczące jak im zagram
MOTTO: "Carpe Diem!"
WWW

Re: Harry Potter i Następca Voldemorta

Znam. Wprawdzie nie należy do opowiadań Starej Gwardii raczej do Młodziaków, ale z tego co pamiętam to całość mimo drobnych niedociągnięć była dość oryginalna.


Wredna i Czepialska ( Siaba )

1. Admin ma zawsze racje.
2. Szanuj Admina swego możesz mieć gorszego

Offline

 

#3 2008-09-26 22:11:39

Kruk

Skryba

Zarejestrowany: 2008-09-26
Posty: 4

Re: Harry Potter i Następca Voldemorta

A co Masz na myśli mówiąc "Starej Gwardii"?

Offline

 

#4 2008-09-26 22:14:28

Badb Catha

Administrator

3474460
Zarejestrowany: 2008-09-20
Posty: 31
SKĄD: No a skąd się biorą dzieci? ^^
HOBBY: Literki tańczące jak im zagram
MOTTO: "Carpe Diem!"
WWW

Re: Harry Potter i Następca Voldemorta

No chociażby Kathe, Carmen, Aravan, Ja ( skromność ^^ ) Silver, Kainit - kto z czytających FF Potterowskich nie zna tych osób? Pierwsze opowiadania i pierwsze pomysły - Stara Gwardia


Wredna i Czepialska ( Siaba )

1. Admin ma zawsze racje.
2. Szanuj Admina swego możesz mieć gorszego

Offline

 

#5 2008-09-26 22:18:01

Kruk

Skryba

Zarejestrowany: 2008-09-26
Posty: 4

Re: Harry Potter i Następca Voldemorta

Rozdział III : Nowy Opiekun.

Potter obudził się wyjątkowo wcześnie, zaspany spojrzał na zegarek stojący na komodzie obok niego. 7.34 rano. Wyskoczył z łóżka w samych bokserkach i znoszonej koszulce w rozmiarach XXL po Dudleyu. Obok niego na sąsiednim łóżku zawinięty jak w kokon chrapał smacznie Ronald. Wybraniec cały czas się zastanawiał kim jest tajemniczy Pablo Mc Laren i jaką rolę odegra w jego życiu.

- HARRY!

Wybraniec chcąc nie chcąc zwlókł się z łóżka, to Pani Weasley go wołała, miała w oczach łzy gdy chłopak wszedł do kuchni siedziała tam przy dużym stole cała „Elita” Zakonu. Na szczycie zasiadł Dumbledore uśmiechając się dobrotliwie. Zaprosił Harry`ego gestem dłoni, po czym oznajmił.

- Kochani, zebraliśmy się tu po to, aby otworzyć i odczytać testament Syriusza Blacka, jeśli nie masz nic przeciwko Harry. – zwrócił się do Wybrańca. – Chciałbym go odczytać.

- Proszę Bardzo Panie Dyrektorze. – uśmiechnął się słabo Potter. Nie miał siły na to, żeby słuchać ostatniej woli swojego mentora i opiekuna, a zarazem przyjaciela. Łzy mimowolnie napłynęły do jadowicie zielonych oczu. Albus chrząknął, otworzył jednym wprawnym ruchem ręki pożółkłą kopertę i zaczął czytać.



Ja Syriusz Regulus Augustus Black



Niniejszym wyjawiam tutaj swoją ostatnią wolę :

Dom przy Grimmauld Place 12 pozostawiam Remusowi Lupinowi

Skrytkę w banku Gringotta numer 512 pozostawiam Arturowi i Molly Weasleyom.

Mojemu Chrześniakowi Harry`emu Potterowi pozostawiam jedyne co mogę mu teraz dać, moje błogosławieństwo na dalszą drogę życia.

Zawszę będę z Wami.

Wasz Przyjaciel Syriusz Black.



- Przepraszam – rzekł Harry. – Muszę coś zrobić w swoim pokoju. – Chciał napisać wreszcie do McLarena, żeby dowiedzieć się o nim czegoś więcej. Wstał pośpiesznie od stołu odprowadzany ciekawskimi spojrzeniami Rona, Hermiony i reszty zgromadzenia, jednak tylko Remus wyczuwał, że Potter po prostu ich zbył. Trzasnął drzwiami od sypialni w bezsilnej złości z takim rozpędem, że prawie wyleciały z zawiasów. Na łóżku siedziała czarna sowa, dwoje oczu jak rubiny patrzyły się na Pottera, w dziobie trzymała kopertę z odciskiem łapy. Chłopak od razu porwał ją od ptaka i zaczął czytać.



Harry

Jeśli czytasz ten list ja na pewno już nie żyję, i usłyszałeś testament, jednak nie mam dla Ciebie tylko mojego błogosławieństwa. Napisałem tak, żeby Drops nic nie wiedział. Na pewno dostałeś list od Pabla McLarena, wiem, że tak, taka była umowa między nami, lecz do rzeczy :

Gdy mnie zabraknie to właśnie Pablo ma przejąć nad Tobą opiekę, a dlaczego mogę powiedzieć Ci jedynie w nieznacznej części, nie bój się, ja nie kłamię jak Dumbledore. Twój ojciec James i matka Lily byli z jednego domu w Hogwarcie, Gryffindoru. Jednak nie wiesz do końca co się naprawdę stało. Kiedy zaczęli ze sobą chodzić Ja, Glizdogon i Lunatyk nie dawaliśmy im zbyt wielkich szans, jednak pobrali się, ja byłem świadkiem na ślubie, nikt jednak nie wiedział i nie wie prócz Remusa, że nie było nas jedynie czworo. Pablo McLaren przyjechał z Durmstrangu, posłali go tam rodzice, jednak nie spodobało mu się tam, nie chciał uczyć się Czarnej Magii co i tak było niemożliwe, bo miał ją wpajaną od dziecka, trafił przy pomocy Dumbledore`a do Hogwartu, tam zaczął uczyć się razem z nami, poznaliśmy go na 7 roku, kiedy zaliczał OWUTEMY. Był naprawdę fajnym facetem i oddanym przyjacielem, wtedy właśnie Voldemort osiągał władzę i zdobywał zwolenników. Glizdogon wtedy nas zdradził, wyjawił Tomowi miejsce pobytu Twoich rodziców. Jednak to nie miłość Twojej matki ocaliła cię przed Avadą, chociaż niewątpliwie to też zasługa tegoż właśnie sakramentu, Pablo był tam razem z Jamesem i Lily, kiedy Twój ojciec i matka zginęli, i Lord celował w ciebie różdżką McLaren ukryty w cieniu rzucił bezróżdżkowe „Protego”. Dlatego właśnie zaklęcie odbiło się od Ciebie Harry i trafiło Voldemorta. Mnie zesłano do Azkabanu za zabicie 12 Mugoli i Glizdogona, lecz o tym chyba wiesz. McLaren jest animagiem tak jak ja, zmienił się w szczura, jak Pettigrew, więc Dumbledore myślał, że nikt nie ocalał, prócz Ciebie. Nie na darmo wybrałem Pabla na twojego opiekuna, on nauczy Cię wielu rzeczy i przygotuje do ostatecznej konfrontacji z Voldemortem. Będę zawsze przy Tobie. Nie Ufaj Dyrektorowi.

Syriusz.



Harry nie wiedział co ma o tym myśleć, z dziwnymi myślami położył się spać, sen miał spokojny, przespał całą noc.

Ostatnie dwa tygodnie w Kwaterze Głównej wyglądały dość schematycznie, krótkie rozmowy z Ronem i Hermioną, która bardzo martwiła się o przyjaciela. Jednak oni nie mogli mu pomóc…..Nic nie było takie samo jak przedtem. Stosunek Harry`ego do Dyrektora bardzo się zmienił, wiedział, że Albus coś przed nim ukrywa, jednak jeszcze nie Dowiedział się co to jest, jednak postara się o to, aby poznać wreszcie prawdę.

W końcu nadszedł dzień wyjazdu do Hogwartu. W Kwaterze panował istny rozgardiasz, wszędzie widać było krzątające się dzieci z tostami w rękach i zabieganych dorosłych

- RON! – wydarł się Harry. – Gdzie moje książki do Transmutacji i OPCM?!

- W kufrze! – odkrzyknął mu Weasley. – Drzesz się o to już kilka razy, wrzuć na luz i wbijaj do samochodu, przecież pakowałeś się wczoraj.

- Cicho bo się wyda. – mruknął Potter.

Na King`s Cross dostali się pieszo. Przebiegli wszyscy przez barierkę na peron 9 i ¾ . Pottera owiało powietrze z komina pociągu. Uśmiechnął się do siebie i Hermiony, Rona z nimi nie było.

Wsiadł do pociągu taszcząc wielki kufer i klatkę z Hedwigą. Zajął wolny przedział, po czym pogrążył się w śnie. Obudził się dopiero na stacji w Hogsmeade. Całą drogę był sam, ani Ron ani Hermiona do niego nie przyszli, może z powodu obowiązków Prefektów jakie musieli spełniać. Na dworze była lekka mżawka, zapowiadało się na deszcz. Potter wsiadł do pierwszego z brzegu powozu do jakiego był zaprzężony jeden z testrali, przed wejściem do pojazdu pogłaskał zwierzę po pysku, to zmrużyło przyjaźnie oczy. Powóz lekko podskakiwał na wybojach, jednak w końcu zatrzymali się przed mosiężnymi bramami Hogwartu. Wybraniec przeżył szok, odrzwi strzegły cztery potężne czarne dobrze umięśnione dorosłe smoki.

- Hagrid pewnie jest wniebowzięty. – rzekł Potter do siebie, po czym się uśmiechnął. Przeszedł przez drzwi do wielkiej Sali prosto do stołu Gryfonów, Rona i Hermionę zastał na swoich miejscach.

- Harry sorry, ale musieliśmy patrolować pociąg, w dodatku… - urwał gdyż powstał Dumbledore, uśmiechnął się dobrodusznie, powiódł wzrokiem po Sali i rozpoczął przemowę.

- Witam Was serdecznie w nowym roku szkolnym, jak zapewne wiecie wstęp do Zakazanego Lasu jest wzbroniony, dobrze, żeby Pamiętało o tym też kilku starszych uczniów.

Trio wymieniło spojrzenia pod tytułem „My nie wiemy o co chodzi”

- Chciałbym powitać nowych nauczycieli – ciągnął dyrektor, wskazał postać ubraną w czerwony płaszcz z kapturem na twarzy. – OPCM w tym roku będzie nauczał ponownie Remus Lupin.

Brawa przy stole Gryfonów zagłuszyły dalsze słowa głowy Hogwartu, odczekał chwilę, po czym wrócił do swojej przemowy.

- Jak wszyscy wiecie doszedł nowy przedmiot do nauki w tych niebezpiecznych czasach. Dlatego na stanowisku nauczyciela Czarnej Magii znalazł się Profesor Pablo Mc Laren.

Potter zakrztusił się pitym właśnie sokiem dyniowym. Pablo miał długie do ramion białe włosy, blizna idąca skosem przez prawy policzek nadawała mu uroku, oczy koloru żuków spoglądały ze szczęściem na uczniów. Wtem Harry usłyszał w swojej głowie :

- Bądź po uczcie w pokoju życzeń Harry.

Niewątpliwie to Pablo chciał się z nim skontaktować, więc gdy tylko zjadł udał się do wyznaczonego miejsca.

Wystrój był pasujący do sytuacji, dwa fotele obite perkalem pośrodku stół i butelka dobrego półsłodkiego białego wina.

- Witaj Harry. – odezwał się Pablo przyjaznym głosem. – Pablo Mc Laren, miło mi. – wyciągnął rękę w kierunku Wybrańca, ten niepewny uścisnął ją, po czym usiedli.

- Jak wiesz na pewno z listu Syriusza będę Twoim prawnym opiekunem, niestety nikt nie może o tym wiedzieć, nawet Dumbledore. Black Ci wszystko wyjaśnił w liście, ja powiem tylko jedno. Ucz się wiele, czarną magię musisz mieć w małym paluszku, więc od jutra zaczynasz lekcje ze mną, idź teraz do łóżka więcej Ci powiem następnym razem. Dodam tylko jedno : Nie ufaj dyrektorowi.

- Dobranoc Panie Profesorze. – Pożegnał się Wybraniec.

- Dobranoc Harry, aha i jeszcze jedno. Nie mów mi „Pan” w końcu mamy razem mieszkać. – uśmiechnął się łobuzersko. – Swój nowy dom zobaczysz dopiero w święta Bożego Narodzenia.

- Jak mam się do ciebie zwracać na zajęciach i przy nauczycielach.

- Nieoficjalnie Pablo, oficjalnie Profesorze McLaren, już wiesz? – Potterowi już się spodobał jego nowy opiekun, czuł, że będzie go wspierał tak jak Syriusz.

Gdy Harry wyszedł profesorowi popłynęła łza z oczu.

- Ile jeszcze czasu będę musiał ukrywać moją naturę. – westchnął do siebie. – Dobranoc…synu.

Rozdział IV : Nieoczekiwane Zdarzenia.

- RON! – wydarła się Hermiona do ziewającego obok Weasleya, który szturchnięciem łokcia rozlał cały dzban dyniowego soku na krystalicznie czysty śnieżnobiały obrus. Cała szkoła poszła późno spać, lecz nie przesunięto lekcji.

- No ekipa – uśmiechnął się Harry, który miał na sobie szatę w kolorze rażącej bieli, symbol dobra. – Zwijamy się. – Potter trzymał w ręku swój plan zajęć, dostał go zeszłego wieczoru od Pabla. Ron zerknął przyjacielowi przez ramię.

- Nieźle, mamy dzisiaj dwie godziny obrony i dwie czarnej Magii, niezły kontrast.

- Nie wiem jak Wy. – odezwała się panna Granger. – Ale ja jestem ciekawa czego będziemy się uczyć u nowego profesora.

Wstali od stołu i poszli w kierunku klasy OPCM. Wewnątrz czekał na nich Remus, tą lekcje mieli ze Ślizgonami.

- Witam Was. – uśmiechnął się ciepło. – Jak wiecie nazywam się Remus Lupin i również w tym roku będę nauczał tutaj OPCM, na dzisiejszej lekcji zrobimy sobie małą powtórkę w postaci pojedynków, dobierzcie się w pary.

Harry podszedł zdecydowanym krokiem do Hermiony, której burza brązowych włosów przesłaniała twarz, musiała odgarnąć je z czoła, żeby cokolwiek widzieć, jednak wtem niewiadomo skąd pojawił się obok nich Draco Malfoy we własnej osobie.

- Co jest Potter? – zaczął gadkę swoim przesłodzonym i przepełnionym ironią głosem. – Dalej płaczemy po stracie tego kundla?

- Zamknij mordę Malfoy, albo zrobię ci z dupy zajezdnię tramwajową. – odgryzł się Potter.

- Taki jesteś skory do bójki? Proszę bardzo.

Hermiona ostrzegawczo szturchnęła przyjaciela w ramię, zblizał się do nich Remus.

- Jakiś problem panie Malfoy?

- Ależ skąd Panie PROFESORZE. – ostatnie słowo podkreślił z jawną kpiną.

- Harry pozwól tutaj. – Lupin machnął różdżką i światło w Sali zgasło, machnął po raz drugi i pojawił się podest służący do pojedynków. Harry wszedł tam razem z Hermioną, stanęli naprzeciw siebie obserwowani przez całą klasę. Potter oczywiście ukłonił się, Granger odwzajemniła gest.

- Expelliarmus! – krzyknęła Gryfonka

- PROTEGO! – ryknął Harry. Złota tarcza w kształcie kuli okoliła go całego powodując, że zaklęcie Hermiony w nią wsiąkło.

Determinacja na twarzy Gryfona była doskonale widoczna. Jego usta same wypowiedziały słowa zaklęcia.

- Avifors!.

Promień „udekorowany w kwiaty” pomknął w stronę Granger, w tej chwili porosła cała zieloną trawą, nie mogła się ruszyć, łodygi roślin uwięziły jej nogi w miejscu, nie mogła się ruszyć.

- Expelliarmus! – różdżka Grangerówny wskoczyła wprost do ręki Harry`ego.

- Brawo Harry. – Lupin klaskał razem z innymi. – Teraz Pan Malfoy i Pan Weasley. Zapraszam.

Ron i Draco wyszli na podest, żaden się nie pokłonił. W powietrzu latały same oszałamiacze, gdy nagle Malfoy wrzasnął.

- CRUCIO!

Potter wiedziony instynktem wyciągnął różdżkę i krzyknął.

- TRISTEWINDRI!

Malfoya odrzuciło na ścianę(Dosłownie) zaczął robić się siny na twarzy, Jego cruciatus przepadł w chwili gdy Draco przestał nad nim panować, Ronald nie mógł wyjść z szoku, tak samo reszta klasy. Potter cofnął zaklęcie, w tej chwili do klasy wpadł wściekły Severus Snape znienawidzony przez Harry`ego nauczyciel eliksirów.

- POTTER! DO MOJEGO GABINETU NATYCHMIAST!!

- Uspokój się Severusie. – powiedział opanowany Lupin. – I proszę, nie zakłócaj mi lekcji, minus 400 punktów od Slytherinu i dwumiesięczny szlaban dla Pana Malfoya, dodatkowo zostaje zawieszony w prawach prefekta Slytherinu.

Do wszystkich dotarło co powiedział Remus. Draco wyglądał jak spetryfikowany.

- Mój ojciec….. – zaczął.

- Nic nie może teraz zrobić. – dokończył Profesor Lupin. – Tak jak powiedziałem, szlaban.

- Ale Lupin, nie możesz karać mojego ucznia. – odzyskał werwę Severus.

- Tak się składa, że mogę Severusie, nie wiem czy wiesz ale ja również mam takie same uprawnienia jak Ty. Ciesz się, że twój podopieczny nie został wyrzucony ze szkoły, a teraz żegnam. – uciął dyskusję Remus. Snape zmył się z klasy a czarna peleryna powiewała za nim jak skrzydła nietoperza.

- Koniec zajęć. – rzucił krótko Lupin. – Harry zostań na chwilę.

Gdy wszyscy wyszli, Potter i Profesor usiedli spokojnie. Lupin przetarł ręką zmęczone oczy.

- Co to za zaklęcie? – spytał Profesor.

- Nie wiem panie profesorze, po prostu poczułem, że instynkt każe mi wypowiedzieć właśnie te słowa, Ron był w niebezpieczeństwie a czułem, że się nie ochroni.

- Wiesz, że na pewno sprawa dojdzie do dyrektora. – zauważył słusznie Lupin. – Nie martw się, pomogę Ci z tego wyjść bez szwanku. – uśmiech rozjaśnił jego twarz. – A teraz idź, bo spóźnisz się na Czarną Magię, Pablo jest bardzo wymagający.

Dotarli pod klasę Czarnej Magii która była naprzeciwko OPCM w szybkim tempie.

- Dzięki Harry – odezwał się Ron. – Jak to zrobiłeś?

- Nie wiem Ron, naprawdę, nie wiem. – odpowiedział skołowany Potter.

Klasa Mc Larena nie była udekorowana niczym szczególnym. Czarne ściany, ławki i biurko, gdy profesor wszedł do pomieszczenia nastała cisza. Taką ciszę w klasie utrzymał tylko Snape.

- Witam Was na pierwszej lekcji Czarnej Magii. – Pablo mówił szeptem, jednak cisza dalej była obecna. – Nie uznaję teorii, na moich lekcjach tylko praktyczne podejście. Dzisiaj zajmiemy się zaklęciami niewybaczalnymi. Kto wie jakie one są?

- Ale Panie Profesorze. – odezwał się Malfoy. – Nie można używać ich w szkole.

- I kto to mówi? Syn Śmierciożercy? – odparował Profesor.

Harry uśmiechnął się wrednie pod nosem. Wreszcie ktoś utarł nosa Draconowi. Zadowolony słuchał dalej wykładu swojego opiekuna.

- Nikt nie wie? – Pablo popatrzył wzrokiem po klasie. Włosy miał związane w koński ogon. Panie Potter, pan też nie?

- Są trzy. – wyjaśnił Harry. – Imperius, Cruciatus i Avada Kedavra. Imperiusa używa się do kontroli człowieka, by móc mieć pełną władzę nad umysłem. Cruciatus służy do zadawania niewyobrażalnych cierpień, głównie jest to silny skurcz mięśni ciała, natomiast Avada Kedavra. – zawiesił smutno głos wspominając Syriusza, Cedrika i Rodziców. – Zaklęcie uśmiercające.

- Trzydzieści punktów dla Gryffindoru. – uśmiechnął się Pablo. – Poproszę teraz wszystkich aby spróbowali rzucić zaklęcie Imperius na te zwierzęta. – przed każdym zmaterializował się szczur.

Przez resztę lekcji nikomu nie udało się rzucić zaklęcia poprawnie. Potterowi też nie, po lekcji został z opiekunem.

- Nie było tak źle Harry. – pocieszył go Pablo. – Od jutra zaczynamy lekcje prywatne, nauczę Cię wszystkiego co sam umiem, poznasz też…..przeszłość rodziców.

- Dzięki Pablo. Muszę iść, Dyrektor mnie wzywał.

Powlókł się zmęczony do Gabinetu Dumbledore`a, natomiast Mc Laren miał łzy w oczach.

- Wybacz mi synu – szepnął do siebie. – Niedługo poznasz prawdę Harry.

Rozdział V : Złość Lorda Voldemorta

- Wszystko przygotowane? – spytał trupioblady mężczyzna. Krąg postaci w czarnych pelerynach zafalował w służalczym pokłonie. Lord uśmiechnął się z satysfakcją. Teraz Potter mu się nie wymknie.

- Panie. – odezwał się Lucjusz Malfoy. – Od mojego syna dowiedziałem się, że Potter ostatnio się zmienił, zna zaklęcia Białej Magii. – skłonił się przed Voldemortem.

Lord podrapał się po brodzie. Nad czymś gorączkowo myślał.

- Zmiana planów Malfoy, zawiadom wszystkich dostępnych śmierciożerców. – morderczy uśmiech rozjaśnił twarz Czarnego Pana. – Radzę się pospieszyć.



Tymczasem w Hogwarcie

Był już późny wieczór, kiedy Potter dowlókł się do Gabinetu Dumbledore`a. Czuł, że czeka go niebezpieczna konfrontacja. Gdy doszedł do kamiennej chimery i wszedł na schody już miał otworzyć drzwi gdy usłyszał głos Severusa Snape`a

- Albusie, nie możesz wiecznie przed chłopakiem ukrywać tego co ukrywasz.

- Severusie. – odezwał się Albus. – Nic nie jest pewne, a Harry`ego nie będę narażał na niebezpieczeństwo.

Potter nie czekał, wszedł do gabinetu bez pukania.

- Pan raczy wybaczyć profesorze. – wycedził przez zaciśnięte zęby. – Ale sam pan mnie wzywał.

- Siadaj Harry. – uśmiechnął się dobrodusznie staruszek. – Severusie, czy mógłbyś?

- Oczywiście Dyrektorze. – Snape wycofał się bezszelestnie z gabinetu.

Albus potarł zmęczone oczy. Wpatrzył się w Pottera, i bardziej surowym tonem zapytał.

- Co się stało na lekcji OPCM? Dlaczego zaatakowałeś pana Malfoya?

- Malfoy użył zaklęcia niewybaczalnego Panie Dyrektorze, chciałem pomóc Ronowi, to nie jest chyba niezgodne z regulaminem.

- Zaklęcie jakiego użyłeś.. Jak ono brzmiało, pamiętasz inkantację?

- „Tristewindri” – Harry zamyślił się. – Nie wiem dlaczego akurat to, ale pierwsze przyszło mi do głowy. – przyznał szczerze.

- Posłuchaj mnie Harry, Dracon został ukarany za swoją postawę przez profesora Lupina, ale zaklęcie jakiego ty użyłeś wykracza poza poziom Hogwartu, mówię ci to bo jestem z Tobą szczery.

W Potterze zawrzało, nie mógł powstrzymać wściekłości.

- Pan jest ze mną szczery??!! – krzyknął. – Gdyby nie pańskie kłamstwa Syriusz by jeszcze żył!, nie chcę słyszeć nic więcej o pańskiej szczerości! Jedyną szczerą osobą jest ktoś komu bardzo na mnie zależy!, Żegnam!

To mówiąc trzasnął drzwiami i wyszedł, udał się wprost do klasy Czarnej Magii, gdzie został tylko list na biurku zaadresowany do niego.

Harry

Dowiedziałem się, że Voldemort planuje atak na Ministerstwo Magii, poszedłem tam pomóc innym Aurorom i Zakonowi Feniksa, zostań w Hogwarcie, nie ruszaj się stamtąd. Wiem, że mógłbyś to zrobić, ale proszę zostań najlepiej w moim gabinecie, wrócę i Ci wszystko wyjaśnię.

Pablo.

Potter odłożył list, wziął książkę do Czarnej Magii i zaczął uczyć się nowych zaklęć, gdy wrócił Mc Laren wyglądał nieciekawie, podbite oko i bandaż na żebrach. Uśmiechnął się ponuro.

- Odparliśmy atak. – usadowił się na kanapie. – Jednak poległo kilku naszych, idziemy do Dyrektora Harry, oboje.

Harry nie chciał protestować. Dotarli tam stosunkowo szybko, po prostu pobiegli. W pomieszczeniu siedzieli Remus, Moody, Mc Gonagall i Dumbledore, oraz Tonks. Wszyscy ubrani na czarno.

- Mamy problem, zginęło kilku naszych. – zagrzmiał Moody.

- Są nazwiska? – spytał Albus głosem przepełnionym goryczą.

- Tak Albusie. – wtrącił się Lupin. – Kingsley, Diggle, Hestia Jones, Percy Weasley i Severus Snape, ten ostatni z ręki samego Voldemorta.

- SNAPE?! – wydarł się Potter.

- Profesor Snape Harry – poprawił go Albus.

- Nie umiem wam tego opowiedzieć, Albusie podaj mi myślodsiewnię. – rzekł Alastor. Gdy Dumbledore podał mu misę zanurzył w niej nić wspomnień. Wszyscy weszli, gdy Albus chciał zatrzymać Pottera, Pablo zgromił go wzrokiem.

- Dość kłamstw i zatajania. – odezwał się surowym tonem.

Oczom Harry`ego ukazało się zniszczone atrium ministerstwa, ściany były w opłakanym stanie a krew która sączyła się z ciał wsiąknęła w boazerię. Na przedzie szedł sam Voldemort, jego blada twarz nie wyrażała żadnych emocji. Zwrócił się w stronę Severusa.

- Ty zdrajco. – szepnął. AVADA KEDAVRA!

Snape nie zdążył uchylić się przed zaklęciem, osunął się martwy na posadzkę.

- Chcę Pottera. – wysyczał Lord. – Pottera i jego ojca.

- CRUCIO! – wrzasnęła zakapturzona postać. Szła powoli w kierunku Voldemorta. Czerwono biała peleryna powiewała za nim majestatycznie, twarzy dalej nie odsłaniał. – Wynoś się stąd Tom. – syknął.

- Nie – wycedził Voldemort. – Zbyt długo wchodziłeś mi w drogę, zbyt długo byłem w twoim cieniu.

Potter czuł, że Lord zna tego człowieka, co więcej, boi się go.

- Wynoś się Tom. – powtórzył przybysz, wszyscy patrzyli na to zjawisko z otwartymi oczami, jak spetryfikowani, Voldemort się kogoś bał.

- Zbyt długo. – szepnął Riddle. – Zbyt długo tkwiłem w twoim cieniu starszy bracie.

Harry`emu opadła szczęka, Voldemort ma starszego brata.

- Bój się Tom. – szepnął starszy Riddle. – Harry Potter jest od Ciebie silniejszy, a ja mu pomogę Cię zabić. – CRUCIO!

Promień wielkości łańcucha uderzył Lorda, wił się jak w agonii, takiego silnego zaklęcia nie przeżyłby nikt. Ulotnił się razem z setką swoich śmierciożerców.

Postać zdjęła kaptur. Czarne jak żuki oczy kontrastowały z białą jak u albinosa cerą. Włosy również czarne miał przystrzyżone na jeża. Podszedł do członków Zakonu.

- Nazywam się Vexatus Riddle, jestem bratem Voldemorta. – uśmiechnął się przyjaźnie. Podszedł do Mc Larena, jednak wtedy urwało się wspomnienie, gdyż Moody zemdlał. Pablo nie czekał, poszedł z Harrym do swojego gabinetu.

Gdy usiedli Potter musiał ochłonąć, przejechał ręką po włosach, Mc Laren poczekał aż Harry się uspokoi.

- Vexatus Riddle jest bratem Voldemorta, jednak stoi po naszej stronie, nie Musisz się obawiać.

- Co on od Ciebie chciał? – spytał Potter.

- Chciał pomocy w wojnie, ja znam czarną magię bardzo dobrze, dlatego jej nauczam, zawarłem układ ze starszym Riddlem, oboje będziemy Cię chronić przed Voldemortem i kłamstwami Trzmiela. A teraz jest coś co musisz wiedzieć, jednak pójdziemy z tym do Dropsa, musi się przyznać do swoich kłamstw.



Po raz kolejny tego dnia Potter i Mc Laren poszli do Gabinetu Dropsa. Harry wiedział o co ma pytać, natomiast Pablo miał coś miał w zanadrzu.

Dyrektor siedział w swoim fotelu gdy Potter wpakował mu się do gabinetu.

- Panie Profesorze, chcę się dowiedzieć o swojej przeszłości, jak zginęli moi rodzice?

- Już Ci mówiłem Harry, zabił ich Voldemort.

- Dość Dumbledore. Dość kłamstw – syknął Pablo

Dyrektorowi krew odpłynęła z twarzy.

- Ja zrobiłem to dla twojego dobra. – wyszeptał.

- Co zrobił? – spytał Harry. – CO ON ZROBIŁ??!!

Pablo zamknął oczy, zaczął się zmieniać, jego włosy zrobiły się rozczochrane we wszystkie strony, oczy orzechowe, ciało bardziej wyrobione. Potter nie mógł uwierzyć, gdy mężczyzna stojący przed nim odgarnął włosy z czoła o mało się nie popłakał.

- Nazywam się James Potter, jestem ojcem obecnego tutaj Harry`ego Jamesa Pottera.

Parampampam:D Wróciłem:) Bądźmy kulturni - To moja myśl przewodnia, dlatego dodałem nastepne rozdziały Dodaje tak szybko bo już mam dawno napisany tom numer VI:) Tomu numer VII niestety tutaj nie bedzie, chyba, że go skończę, a nie Chcę dawać niedokończonej opowieści tutaj:) Sama Pani administrator wie ile tego mam:)

Offline

 

#6 2008-09-26 22:20:31

Badb Catha

Administrator

3474460
Zarejestrowany: 2008-09-20
Posty: 31
SKĄD: No a skąd się biorą dzieci? ^^
HOBBY: Literki tańczące jak im zagram
MOTTO: "Carpe Diem!"
WWW

Re: Harry Potter i Następca Voldemorta

Wiem i to mnie przeraża...
Oryginalnie jak na Pottera...


Wredna i Czepialska ( Siaba )

1. Admin ma zawsze racje.
2. Szanuj Admina swego możesz mieć gorszego

Offline

 

#7 2008-09-26 22:28:16

Kruk

Skryba

Zarejestrowany: 2008-09-26
Posty: 4

Re: Harry Potter i Następca Voldemorta

Rozdział VI : „Mam ojca”
Harry nie wytrzymał, jego opiekun przydzielony przez Syriusza okazał się jego prawdziwym biologicznym ojcem. James popatrzył na syna czujnym wzrokiem, uśmiechnął się ciepło, podszedł do chłopaka, po czym objął go po ojcowsku, Harry nie wytrzymał, rozpłakał się jak małe dziecko.
- Tato. – chlipał. – Mój Tato.
- Już dobrze synu, wszystko Ci wyjaśnię, ale jeszcze nie teraz. Chciałbym porozmawiać na osobności z Albusem, zostaw nas samych.
Gdy młodszy Potter wyszedł James wyciągnął rękę do zszokowanego Dumbledore`a.
- Witaj Albusie. – Starzec przyjął dłoń, wskazał Jamesowi fotel naprzeciwko biurka. Fawkes zaczął śpiewać, jego pieśń była radosna, przepełniona miłością.
- Albusie, to ze mną rozmawiałeś na wakacjach, chciałeś mi zabronić kontaktu z synem, więc użyłem prostego sposobu, moja druga tożsamość się nim zaopiekowała. Nie zginąłem wtedy w walce z Voldemortem. Pablo Mc Laren był rzeczywiście przyjacielem moim, Syriusza i Remusa, jednak tylko my dwoje sfingowaliśmy moją śmierć, wypiliśmy eliksiry wieloskokowe z naszymi włosami, krótko mówiąc nastąpiła zamiana miejsc. To Pablo zginął od klątwy Toma, nie ja. – Zakończył James.
Dumbledore wyglądał jakby strzelił go piorun, zszarzał na twarzy, próbował zaczerpnąć oddechu, gdy w końcu się uspokoił rzekł
- Masz pomysły James. – uśmiechnął się. – Jednak co mam zrobić? Nauczałeś Czarnej Magii jako Mc Laren, co mam powiedzieć uczniom.
- Powiedz im, że Pablo odszedł a ja zajmę jego miejsce. – stwierdził starszy Potter. – Zapewniam, że będziesz miał dobrego nauczyciela, ale proszę nie okłamuj więcej mojego syna.
Gdy James wrócił(Czytaj : Teleportował) się do swojego gabinetu przekazał wszystko Harry`emu.
- Harry, daj mi wytłumaczyć wszystko, nikt ani Lupin, ani Syriusz ani Glizdogon nie znał całej prawdy, żyłem z dala od ludzi, jednak otrzymałem wiadomość o śmierci Łapy i postanowiłem wrócić do Ciebie i tego co zostawiłem. – Potem opowiedział synowi to co Albusowi, zaznaczył również, że będzie nauczał Czarnej Magii w dalszym ciągu, jednak już jako James Potter.
Podczas kolacji głos zabrał dyrektor.
- Moi drodzy, niestety musze coś ogłosić, Profesor Mc Laren, nauczyciel Czarnej Magii odszedł z powodów osobistych, dlatego jego miejsce zajmie Profesor James Potter. – w tym momencie Potter senior ściągnął kaptur z głowy, zlustrował wzrokiem salę, ludzie o mało nie pomdleli.
Siedzący obok Pottera Ron wpatrywał się w Jamesa wzrokiem pod tytułem „Co tu jest grane”
- Harry – zaczął niepewnie. – To naprawdę Twój ojciec?
- Tak Ron, naprawdę on. – Harry uśmiechnął się błogo. – Teraz naprawdę mam ojca.
Lupin wyglądał jak ryba wyciągnięta z wody, poruszał bezgłośnie ustami, jakby miał dostać padaczki. James uśmiechnął się do niego, po czym zajął się jedzeniem duszonej wołowiny.
- Harry, to wspaniale – Hermiona była rozpromieniona na całego. – Teraz masz kogoś kto Ci pomoże w problemach.
Harry`ego rozpierało szczęście, w końcu ma ojca, nie musi już chodzić do Dumbledore`a z problemami.
Następnego dnia panowała dość wesoła atmosfera, w końcu była niedziela. Potter z ojcem poszli odwiedzić Hagrida. Gajowy gdy zobaczył Jamesa o mało nie zemdlał.
- Cholibka James, a więc to prawda, Ty żyjesz. – po chwili Potter utonął w potężnych ramionach Hagrida.
Weszli do chatki, Kieł oblizał Jamesa i Harry`ego od stóp do głów, po herbacie u Hagrida James skierował się z synem do Pokoju Życzeń, był on przyozdobiony w broń białą, miecze, sztylety i różnorakie elementy jakie tylko mogły się tam znaleźć.
- Zaczynamy naukę Harry. – uśmiechnął się James. – Musisz być sprawny fizycznie, jak tylko się da, w końcu jesteś Potterem. – puścił mu oko. – I nie chcę widzeć, że dziewczyny się za tobą nie uganiają, dlatego zaczniemy od nauki walki bronią białą, gdyż magia nie zawsze jest przydatna, chwyć sztylet
Syn spełnił polecenie ojca, James machnął ręką, na środku pokoju zmaterializowała się Bellatriks Lestrange, w Harrym zawrzała furia, chwycił mocniej rękojeść sztyletu, zbielały mu knykcie, klinga zrobiła się czerwona, zaczęła się żarzyć czerwienią rubinu, Potter wycelował i rzucił sztylet prosto tam gdzie powinno być serce. Kukłę rozniosło w drobny mak z wielkim hukiem, czerwone światło zalało całe pomieszczenie, James widząc jak jego syn pada nieprzytomny podbiegł do niego, zmierzył puls. Na szczęście Harry żył, ojciec przeniósł go na niewidzialne nosze.
- O wiele za wcześnie na przemianę Harry, o wiele za wcześnie. – szepnął do siebie po czym pomaszerował do Skrzydła Szpitalnego.

Rozdział VII : Rewelacje
James całą noc siedział przy synu podając mu różne środki przeciwbólowe, gdyż młodszy Potter po prostu zwijał się z bólu, na brzuchu skóra zrobiła się fioletowa, z krwi zaczął się formować trapez.
- Znak Bractwa – wyszeptał James. – O wiele za wcześnie.
Przyłożył mu dłoń do serca, zaczął szeptać pod nosem niezrozumiałe formuły, po tajemniczym symbolu i fioletowym odcieniu nie pozostał nawet ślad. Na ramieniu starszego Pottera spoczęła dłoń, spojrzał wprost w oczy Albusa.
- Idź spać James. – powiedział cicho Dumbledore. – Harry`emu nic nie będzie.
- Albusie, zostanę przy nim. – wyszeptał udręczonym tonem James.
Dyrektor wycofał się, w tym samym momencie obudził się Harry, cały zlany potem, serce waliło mu jak młot, ojciec delikatnie położył go z powrotem na łóżko.
- Śpij. – oświadczył łagodnie, lecz stanowczo. – Wszystkiego dowiesz się jutro.
Następny poranek zastał Harry`ego w łóżku Skrzydła Szpitalnego, czuł się już lepiej, jednak Pani Pomfrey uparła się aby został jeszcze do obiadu. Więc gdy już ten czas minął Harry naciągnął na siebie czarne szaty podarowane mu przez Jamesa i udał się na posiłek do Wielkiej Sali. Głos znowu zabrał Dumbledore.
- Moi drodzy, wiem, że czekacie z niecierpliwością na ucztę z okazji Nocy Duchów, jednak z powodu pogrzebu profesora Snape`a nie odbędzie się ona. Przykro mi, jednak musimy pamiętać o zmarłym nauczycielu, jeszcze nie znalazłem nikogo odpowiedniego na ten etat, więc sam obejmę to stanowisko tymczasowo. – Dumbledore usiadł, a wszyscy zabrali się za jedzenie.
Harry cały czas myślał o tym jak będą wyglądały lekcje z jego ojcem, czy dalej będzie nauczał tak jak Pablo, czy może znajdzie jakieś inne radykalne metody. W końcu powlekli się pod klasę OPCM, jednak to James przyszedł na zastępstwo, pewnie Lupin miał problemy ze swoim wilkołactwem.
- Zapraszam. – uśmiechnął się do klasy.
Gdy wszyscy zajęli miejsca Potter powiódł po wszystkich wzrokiem.
- Jestem tu tylko na zastępstwie, dzisiaj jednak będziemy się uczyć tarczy przed zaklęciami niewybaczalnymi.
- Panie Profesorze. – odezwała się Hermiona. – Ale nie ma tarczy przed zaklęciami niewybaczalnymi.
- Zaręczam Panno Granger, że taka tarcza istnieje, jednak trzeba jej szukać głęboko w sobie, to jest podobne jak z działaniem Patronusa. Musicie pomyśleć o czymś szczęśliwym, jednak musicie skupić się maksymalnie, żeby cokolwiek osiągnąć. Formuła to : „Mori Protectus” Pomyślcie o czymś szczęśliwym i zacznijcie. Panie Potter, proszę tutaj
Harry stanął na środku klasy.
- Panie Malfoy. – zachęcił James. – Pana też poproszę. – Gdy Draco wszedł i spojrzał nienawidzącym wzrokiem na Pottera James kontynuował.
- Draco, rzucisz zaklęcie Imperius na Harry`ego, a on postara się obronić. Zaczynajcie.
- IMPERIO! – ryknął Malfoy.
Harry szybko pomyślał o chwili w której odzyskał ojca.
- MORI PROTECTUS!
Wokół niego zaczął wytwarzać się zielony wir, który zmiótł zaklęcie Draco jak muchę.
Wszyscy stali zdumieni jednak, James lekko się uśmiechnął, wtedy Harry`m zaczęło trząść, padł na ziemię w drgawkach.
- Wyjdźcie, koniec zajęć.
- Zostajemy. – odezwał się Ron, obok niego Hermiona pokiwała głową.
- Nie mogę wam tego zabronić. – westchnął James, ułożył chłopaka w pozycji bocznej ustalonej i zaczął robić resyscutację krążeniowo oddechową. Harry zaczął powoli oddychać, drgawki ustępowały. Obudził się, pot ściekał mu po twarzy.
Przerażony Ron i blada Hermiona rzucili mu się na szyję, James odciągnął Rona, natomiast Hermiona dalej pozostała w ramionach Pottera. Ten przytulił dziewczynę mocniej.
Gdy się wreszcie od siebie oderwali James dał Rudzielcowi i Hermionie znak, żeby zostawili go samego z synem.
- Posłuchaj mnie Harry, nie jesteś człowiekiem, ja także nie.
Pottera wmurzyło, jednak James kontynuował.
- Od urodzenia należysz do Bractwa Grzechu, a członkowie owegóż stowarzyszenia są nazywani Zjadaczami Potępienia, magię białą czarną, eflów, druidów, wampirów i innych stworzeń mamy w jednym palcu, przechodzisz przemianę, stąd te drgawki. Naszym głównym celem jest „zjadanie” potępienia, czyli mordowanie wszelkiego zła na ziemi. Szkolił Cię będę ja, musisz zabić Voldemorta, a do tego nie wystarczy zakres Hogwartu. Udamy się do mistrza, lecz najpierw jedziemy do Doliny Godryka, chcę, żebyś się z kimś zobaczył, ale nie przeżyj szoku.
Aportowali się do pięknie wyglądającego lasu, mimo, że zbliżała się zima nic nie tknęło drzew. Szli wydeptaną ścieżką w stronę majaczących zabudowań. Wyszli na brukowaną alejkę, słońce oświetlało domy z białej cegły, grzało dość mocno. James ścisnął ramię syna, uśmiechnął się po ojcowsku, tego uśmiechu i blasku oczu brakowało Harry`emu przez te 16 lat. Weszli do budynku z czerwonej cegły, w przedpokoju stał skrzat domowy.
- James Potter sir. – ukłonił się.
- Mrozku, zrób herbatę i coś do jedzenia. – polecił starszy Potter.
- Tato…. – do Harry`ego zaczęło docierać gdzie jest
- Tak Harry, to nasz dom. Dom Potterów.
Weszli dalej, oczom syna ukazał się przestronny salon, meble były dobrane gustownie, w kolorze czarnym ze skóry.
- WARIATKO!! – dobiegł ich z góry męski głos.- ZOSTAW MNIE!!
- WARIATKO?! JA CI DAM WARIATKO! KTO PRZYPALIŁ ZASŁONY BO CHCIAŁ SIĘ BAWIĆ FAJERWERKAMI?! MOŻE MI POWIESZ!
Potter wszedł na górę w stronę pokoju gdzie odbywała się wymiana zdań. Zobaczył mężczyznę o krótko przystrzyżonych czarnych włosach. Mężczyzna ów zaśmiał się serdecznie.
- Witaj Harry. – Syriusz Black we własnej osobie stał przed chrześniakiem.
Potter po prostu miał ochotę płakać ze szczęścia, do Jamesa się przywiązał, jednak to Syriusz był przy nim w najcięższych godzinach i zastępował ojca kiedy go nie było. Do pokoju doszedł James, mrugnął łobuzersko do Łapy, gdy ten tulił Harry`ego do siebie.
- A teraz Harry. – James przejął inicjatywę. – Pozwól, że przedstawię Ci kogoś nie mniej ważnego jak ja czy Syriusz.
Z fotela podniosła się kobieta o rudych włosach, i jadowicie zielonych oczach.
- Cześć synu. – przywitała się Lilyanne.
Potok łez nie mógł ustać, miał rodziców, naprawdę miał rodzinę.
- Mnie tak jak Jamesa zastępowała znajoma pod ukryciem Harry. – objaśniła mu matka, w jej oczach malował się smutek. – Nie mogliśmy się ujawniać, jednak to James przejął inicjatywę i dlatego stoisz przed nami, Syriusza zza zasłony wyciągnął Twój ojciec, jako Zjadacz Potępienia.
Ten dzień minął rewelacyjnie, Harry na nowo poznawał rodziców, nie dał niczego po sobie poznać, ale czuł się szczęśliwy, rozpierała go duma i szczęście.
Rozdział VIII : Bractwo Grzechu
- Malfoy, zawiodłem się na Tobie. – syknął wściekły Voldemort. – Myślałem, że mój brat został wyeliminowany przez Ciebie i kilku innych, mieliście go zabić parszywe kundle. – Riddle nie krył furii, prawie krzyczał, zamek trząsł się w posadach, śmierciożercy kulili się w służalczym pokłonie.
- Avery. – zwrócił się do sługi Czarny Pan. – Zabić Jamesa Pottera.
- Jak rozkażesz mój władco. – Avery znikł z trzaskiem.
Voldemort opadł na tron, wyczarował sobie puchar wódki, upił kilka łyków, po czym pogrążył się w zadumie.
- Cóż mam robić z tym piekielnym Potterem. – myślał Lord. – Zabiję mu ojca, wtedy uderzę na niego.

**
W ciemnym pomieszczeniu siedziała postać w czerwonej pelerynie, płomień świecy oświetlał białą jak u albinosa cerę, ta osoba miała niezwykle poważny wyraz twarzy. Skinął ręką, z cienia wyszedł człowiek ubrany w zbroję koloru złota, oraz gustowny hełm inkrustowany klejnotami.
- Tak panie? – spytał głębokim basem. – Cóż mam dla Ciebie zrobić?
- Jesteśmy gotowi, brak tylko jednego szczegółu.
- Co to jest panie? – spytał gwardzista.
- Przyprowadź mi Eldebringa, w trybie natychmiastowym.
**************
- No Harry. – James śmiał się z syna w niebogłos. – Dobiegamy do strumyczka i kończymy.
- Biegnij z 60 kilowymi ciężarkami na rękach, zmienisz wtedy zdanie Tato.
Harry ćwiczył tężyznę fizyczną, biegał wokół posiadłości Potterów, Syriusz i Lily obserwowali go z miłością, jeśli chodzi o instruktaż pałeczkę przejął James.
Był właśnie niedzielny wieczór, zaraz mieli się kłaść spać, jednak gdy Harry dowlókł się do łóżka i zasnął widział wiele postaci w czarnych pelerynach, z maskami lwa i tygrysa na twarzy. Zaczęły nim trząść drgawki, wydarł się na cały dom. Do sypialni wnet wpadł James. Zmierzył chłopakowi puls, lekko przyspieszony.
- Zabieram go do królestwa. Nadszedł czas szkolenia. – Potter odwrócił się do żony, w jej oczach widział łzy. Ledwo odzyskała syna, już musiała go stracić.
Potter wziął syna na ręce i zniknął bez charakterystycznego trzasku, pojawił się w komnacie pełnej ciemności.
- Lumos – wyszeptał. Blade światło sączyło mu się z ręki.
- Cóż James. – odezwała się postać siedząca na złotym tronie. – Przyprowadziłeś jednak młodego Zjadacza. – ton głosu postaci był raczej miły, twarz pozostawała w cieniu.
James ukłonił się.
- Vexatusie, Ty jako jedyny możesz poprowadzić jego szkolenie. – odezwał się grobowym głosem ojciec Harry`ego. – Zrób to, proszę.
- Och nie, panie Potter, pański syn będzie szkolony przez największego maga naszych czasów, a przynajmniej w naszym wymiarze.
Z cienia wyszedł barczysty mężczyzna, jego plecy w poprzek przecinała biała blizna. Kasztanowe włosy kontrastowały z wyrobionymi mięśniami i opalonym ciałem.
- Przedstawiam ci Murtagha*. – odezwał się Vexatus. – Jeden z moich najlepszych uczniów. I nauczyciel Harry`ego Pottera.
Murtagh ukłonił się grzecznie, gdy przemówił miał donośny głos, jednak bardzo łagodny.
- Proszę mi dać 2 lata, panie Potter, a zaręczam, że Pański syn będzie gotowy do walki z Voldemortem. Nauczę go wszystkiego co sam umiem, a znam tego sporo. Począwszy od Magii białej, czarnej, elfiej, druidzkiej, wampirzej, starożytnej i Magii grzechu, skończywszy na sztukach walki Ai- Kido, Kendo, Capoeira, Muai Thai, i Kung – Fu. Dorzućmy do tego walkę mieczem, oraz każdym rodzajem broni białej. Zgadza się pan na to Panie Potter?
- Owszem, wyszkol go, tak aby nikt nie mógł mu dorównać. – James uśmiechnął się blado, wiedział, że w jego świecie minie nie cała minuta, jednak dla jego syna będzie to 2 lata intensywnej nauki, lecz także zmiana fizyczna i psychiczna, nie będzie już tym małym Potterem, teraz będzie to dorosły mężczyzna z określonym celem w życiu : Śmierć Lorda Voldemorta.
Gdy Harry dźwignął się ciężko z podłogi rozmasował obolałe stawy, rozejrzał się wokół, gdy zobaczył ojca uspokoił się nieco, jego wzrok padł na Murtaghu, który dalej uśmiechał się przyjaźnie.
- Dzień Dobry Panie Potter., będę pańskim nauczycielem przez najbliższe dwa lata, w pańskim świecie minie nie całe dwie minuty.
- Zgadzam się, zrobię wszystko, żeby pokonać gada.
Gdy zniknęli Vexatus odetchnął głęboko.
- Jeśli Twój syn przeżyje to szkolenie James i nie zwariuje….Dostanie odemnie medal.
Rozdział XI : Nowy Mentor i kolejna dawka nauki
- Wzywałeś mnie Panie?
- Tak Eldebringu. – w ciemnym pomieszczeniu oświetlanym tylko blaskiem pochodni stały dwie postacie, jedna w płaszczu z kapturem nasuniętym na twarz, druga natomiast stała za swoim towarzyszem. Był to człowiek o ogniście rudych włosach sięgających do pasa w lśniącej złotej zbroi ze srebrnymi wzorami przedstawiającymi ziejącego ogniem smoka. – Voldemort za wiele sobie pozwala. Zwołaj wszystkich naszych współbraci.
- Ależ Panie. – Eldebring ukłonił się. – Nas jest mało.
- Och nie Eldebringu. – suweren zaśmiał się. – Smoczy Jeźdźcy nigdy nie wyginęli, czas tylko aby znowu ich zjednoczyć, tym razem tyran jest gorszy niż sam Galbatorix. Idź i niech cię miecz prowadzi.
Sługa odwrócił się, uważnym wzrokiem obejrzał towarzysza.
- Jak sobie życzysz Eragonie. – rzekł po czym znikł w blasku pioruna.
Postać zrzuciła kaptur, na świat spoglądały żywe piwne oczy. Jednak troski wielu minionych lat nie dawały mężczyźnie spokoju. Odetchnął świeżym jaskiniowym powietrzem Farthen Duru. Wyszedł na powietrze. Wieczorny wiatr owiał jego brązowe włosy. Powędrował ulicami poprzez domy wykute z kamienia, latarnie rzucały niespokojne cienie na Troinhejm.
- To już tyle długich lat. – przetarł twarz rękami. – Tyle długich lat Saphiro.
- Co się dzieje mój mały? – w głowie Eragona rozbrzmiał spokojny miękki głos.
- Sam nie wiem, zbliża się druga wojna. Teraz wrogiem jest Voldemort.
- Murtagh wyszkoli Harry`ego Pottera Eragonie, jajo wybrańca czeka na niego od dnia jego narodzin. Śpij spokojnie mój mały. Ja cię osłonię przed każdym wrogiem.
Eragon wrócił do komnat dowództwa. Zdjął odzież z siebie, wszedł pod strumień zimnej wody sączącej się ze zagłębienia w ścianie, po czym wytarł się ręcznikiem i położył spać.
Ostatnią myślą jaka przyszła mu do głowy było jedno „Chciałbym, żeby Brom tu był”

**
No Harry, prawie Ci się udało. – śmiał się Murtagh. Mijał już drugi rok szkolenia Pottera, chłopak wyrósł, miał nawet lekki zarost, co najważniejsze przybyło mu mięśni. Włosy dalej tkwiły w nieładzie. Nadchodził dzień inicjacji. Potter miał w małym paluszku animagię, magię bezróżdżkową, magię białą, czarną, druidzką, elfią, wampirzą, oraż wszelkie sztuki walki. Właśnie przyłożył nauczycielowi z pięści prosto w splot słoneczny, na co ten padł na ziemię, jednak powstał bardzo szybko.
- Moje gratulacje. – Murtagh podał Harry`emu rękę. – Jesteś lepszy ode mnie. A to się rzadko zdarza. Poprowadził Pottera ciemnymi jaskiniami, Na końcu stało podwyższenie, na nim piękne zielone jajo. Gdy Harry go dotknął wykluł się z niego najprawdziwszy mały smok, tegoż samego koloru. Małe skrzydełka były większe od stworzenia, gdy zwierzę dotknęło jego dłoni na niej utworzył się srebrzysty owal, wsiąkając w skórę. Potter usłyszał w swojej głowie jedno słowo
„Harry”
Murtagh pomógł mu wstać.
- To twój smok, a ty jesteś jednym ze smoczych jeźdźców, z tą bronią jesteś potężniejszy od samego Voldemorta, a Vexatus Riddle jest jednym z nas, jednak to nie on jest naszym mistrzem. Naszego mistrza poznasz wtedy kiedy wyłożę ci teorię i wszystko co związane z kastą Smoczych Jeźdźców, nadążasz? – spytał.
- Jasne. – Harry był lekko skołowany, jednak nadążał za słowami Murtagha.
- Więc zdrzemnij się. Obudzisz się w innym miejscu.
Harry udał się spać. Gdy otworzył oczy przed nim siedział nieznany mężczyzna. Uśmiechał się ciepło. Wyciągnął potężną dłoń.
- Witaj Harry Potterze, wybrańcu Smoków. Jestem Eragon. Pierwszy jeździec od czasu pokonania Galbatorixa.
- Kogo? – spytał Harry.
- Opowiem Ci wszystko, jednak proszę, żebyś mi nie przerywał, wtedy pójdzie nam szybciej. Widziałeś zapewne owal na swojej dłoni, jest to gedwey ignasia – Lśniąca Dłoń. Ja jestem pierwszym jeźdźcem od czasu pokonania Króla Alagaesii Galbatorixa. Pozwól, że Ci opowiem wszystko, słyszałem to od starego jeźdźca Broma, który był moim drugim ojcem. Jednak do tego dojdziemy. – to mówiąc zamknął oczy, po czym otworzył je nagle. Wyglądało jakby coś sobie przypomniał. – Nim na świat przyszli nasi ojcowie, a nawet ich ojcowie powstali Smoczy Jeźdźcy. Ich misją było chronić i strzec, i przez tysiące lat czynili to niestrudzenie. Nikt nie mógł dorównać im w bitwie, bo jeden miał siłę dziesięciu mężów. Byli nieśmiertelni, chyba, że powaliła ich klinga, bądź trucizna. Mocy swych używali jedynie dla dobra i pod ich czujnym okiem wyniesiono z żywego kamienia wyniosłe miasta i wieże. Utrzymywali wtedy pokój a kraina rozkwitała. Elfy były naszymi przyjaciółmi, krasnoludy sprzymierzeńcami. U szczytu ich potęgi w prowicji Inzilbeth na zawsze utraconej narodził się chłopiec. Nazwano go Galbatorix. Gdy skończył 10 lat poddano go próbie jak nakazywał zwyczaj i odkryto, że ma wielką moc. Jeźdźcy przyjęli go w swe szeregi. Szybko przeszedł szkolenie i nie miał sobie równych. Wkrótce po ukończeniu szkolenia wraz z dwoma przyjaciółmi wyprawił się na nierozważny wypad. Leciał do krainy urgali, niebezpiecznych stworów. Niestety sam odniósł ciężkie rany, gdyż przecenił swą siłę. Jego smoczyca zmarła mu w ramionach, gdy stanął przed Radą Jeźdźców odmówili mu drugiego smoka, wtedy wystąpił przeciw starszym, wraz z innym pobratymcem Morzanem, tropili i zabijali każdego Smoczego Jeźdźca, który się im nawinął. Morzan i 12 Jeźdźców stworzyli Krąg Trzynastu Sług, tak zwanych zaprzysiężonych. Galbatorix zabił też przywódcę Jeźdźców Vraela, i od tamtej pory rządził Alagaesią. Ja wyruszyłem w moją podróż razem ze starym bajarzem Bromem. Przeżyliśmy wiele przygód o których opowiem Ci nie raz. Murtagh jest synem Morzana, jednak całkiem inny niż ojciec. Pokonałem Galbatorixa dzięki szkoleniu Togiry Ikonooki, zwanego Oromisem. Jednak Voldemort jest o wiele potężniejszy niż sam Galbatorix. Poczekaj niech Twój smok urośnie, wtedy zaczniemy szkolenie w Magii znanej tylko jeźdźcom. Wtedy dorównasz Voldemortowi. Zabij go, a wygramy.
- Zgadzam się Eragonie. – uśmiechnął się Harry.
- Ostrzegam. Przy mnie szkolenie z Murtaghiem wyda ci się dziecinną pieszczotą.
Słowa te przeraziły Pottera nie na żarty, jednak postanowił, że się nie podda.

Dwa Lata Później

Eragon przyglądał się Potterowi z uśmiechem na twarzy, tak silnej woli u młodego Jeźdźca nie widział nawet u samego siebie. Smok Harry`ego dorósł, nazwał go Hirador. Jasna zieleń była pięknie widoczna na pięknych łuskach błyskających w słońcu. Takiej barwy zazdrościła mu nawet Smoczyca Eragona Saphira, która była nieznacznie wyższa. Potter miał już wracać do Hogwartu. Oczy Eragona błysnęły łobuzersko, gdy żegnał się z uczniem. Saphira i Hirador bawili się na niebie, młodszy smok uwielbiał latać ze smoczycą.
- Do zobaczenia Harry. – Eragon puścił mu oczko i podał rękę. – Będzie nam Ciebie brakować.
- Kiedy was znowu zobaczę? – spytał chłopak, polubił bardzo obu swoich nauczycieli, dlatego wieść o rozstaniu bolała go strasznie.
- Niedługo Harry, obiecuje. – Eragon uśmiechnął się. – Teraz już teleportuj się do Hogwartu, ale nie narób zamieszania bo Dumbledore zawału dostanie. Nie mów mu na razie kim Jesteś, a Hirador będzie mieszkał w specjalnym obszarze Zakazanego Lasu. Do zobaczenia Harry.
Potter przeniósł się do domu w Dolinie Godryka, tak stęsknił się za rodzicami, nie widział ich 4 lata.
- Tato. – rzucił się Jamesowi na szyję. Ten uściskał syna.
- Witaj Harry. Idź spać, jutro porozmawiamy. Albus prosi Cię do siebie po powrocie do szkoły. Nie daj mu się. – mrugnął do syna.
Harry tej nocy miał sen. Śnił mu się Voldemort.
- Chcę Pottera, zmasowany atak na Willę Godryka, nie chcę porażki. – rzucił do Malfoya. – Zabijcie ich wszystkich.

Rozdział X : Nowe Porządki w Hogwarcie.
Potter wyszedł właśnie z łóżka, na parapecie było pełno śniegu. W końcu zbliżał się Grudzień. Do jego pokoju weszła zaspana Lily. Przyjrzała się synowi, z radością stwierdziła, że Harry się zmienił. Nabrał ciała, głos miał bardziej poważny, wzrokiem mógł świdrować człowieka do utraty przezeń zmysłów. Harry już nie był chłopcem. Był mężczyzną. Miał już 20 lat. 20 długich lat nie było jej przy nim. Musiała oddać mu ten stracony czas z nawiązką. Miała rozpuszczone włosy i była ubrana w  czarny szlafrok w gwiazdy. Jej syn nawet nie zauważył, że nie jest w pokoju sam.
- Coś cię męczy Harry, prawda? – Potter podskoczył jak oparzony. Pokiwał smutno głową. W kącikach oczu zebrały mu się łzy.
- Co się dzieje Harry? – spytała Lilyanne kładąc dłoń na ramieniu syna.
- Po prostu wspominałem czasy Hogwartu z pierwszych klas. Czasy w których nie miałem ciebie i ojca. – samotna łza popłynęła mu po policzku. Lily widząc rozpacz młodzieńca przytuliła go do siebie. Wtedy do pokoju wszedł Syriusz. Widząc tą scenę wycofał się dyskretnie. Nagle na dworze dało się słyszeć trzaski aportacji.
- Cholera – zaklął Harry. – Śmierciożercy.
- Skąd… - Lily urwała w pół słowa widząc morderczy wzrok syna.
- Potem Mamo, SYRIUSZ!! – wydarł się Potter.
Obok niego aportował się ojciec chrzestny.
- Weź ojca i ich odciągnijcie. Ja wezwę posiłki.
W biegu zmienił szatę na długą czarną pelerynę z gedwey ignasią na plecach. Połączył się telepatycznie z Eragonem
- „Eragonie!, pomóż mi!”
- „Zawsze i wszędzie Harry”
Obok niego dosłownie z nikąd pojawił się Smoczy Jeździec, jego drugi nauczyciel z mieczem, który płonął żywym ogniem.
Wbiegli do ogrodu, tam James i Syriusz walczyli ze śmierciożercami, głównie rzucali oszałamiacze i zaklęcia tarczy.
- PROTEGO! – krzyknął Harry. Złota kopuła otoczyła ich wszystkich, Avady dosłownie w nią wsiąknęły.
- O nie Potter. – zaśmiał się Lucjusz Malfoy. – Tym razem nie wyjdziesz stąd żywy.
- Obawiam się. – odezwał się Eragon. – Iż to wy nie wyjdziecie stąd żywi. – żeby było śmieszniej miał na twarzy promienny uśmiech.
- AVADA KEDAVRA!! – wrzasnął Avery. Promień zaklęcia pomknął ku Syriuszowi, który zdążył sprawnie się uchylić.
Eragon stanął na środku placu boju. Dumnie wyprostowany dzierżył w dłoni swój krwistoczerwony miecz. Teraz nic nie mogło mu zaszkodzić. Po namyśle jednak schował broń białą i chwycił łuk. Poczuł moc, która przepływała przez całe jego ciało. Wargi same uformowały śmiercionośne słowa.
- Brisingr!
Grot zajarzył się na czerwono, po czym pomknął ku śmierciożercom. Siła wybuchu była tak wielka, że wszystkich zmiotło z powierzchni ziemi. Eragon deportował się z miejsca bitwy. Harry wrócił do pokoju, lecz najpierw poszedł wziąć prysznic.

***
W Hogwarcie nadchodziła pora kolacji, uczniowie ochoczo sięgali po potrawy na złotych półmiskach. Dumbledore klasnął w dłonie.
- Moi Kochani, jak wiecie, Profesor Severus Snape nie żyje, więc musieliśmy wyznaczyć zastępstwo, nowym nauczycielem eliksirów będzie Profesor Eragon van der Ingetium, nowy Profesor przejmie także opiekę nad Slytherinem.
Gdy nowy nauczyciel uśmiechnął się promiennie do uczniów Harry zakrztusił się sokiem z dyni. Nie spodziewał się takiego obrotu sprawy.
- Ponadto – ciągnął Dyrektor. – Pragnę powitać nowego nauczyciela walki wręcz. Profesor Murtagh Nolan.
Potter wybałuszył oczy. Jednak cieszył się, że będą uczyli go Smoczy Jeźdźcy. Zabrał się za kiełbaski  z cebulką. Gdy się najedli Dumbledore widać miał jeszcze coś do przekazania.
- Szkoła zostaje objęta dodatkową ochroną. Po zmroku nikomu nie wolno chodzić po szkolnych korytarzach. Przedstawiam wam elitarny oddział czarodziejów, którzy zgodzili się chronić szkołę.
Do Sali Weszło  kilka osób : Moody, Syriusz, Lily, Bill i Charlie Weasley, oraz kilku aurorów których ani Harry ani Ron ani Hermiona nie znali. Po posiłku wszyscy udali się do pokojów wspólnych. Pottera zmożył sen, był on wyjątkowo spokojny.
Następnego dnia wszyscy obudzili się o 7.00 rano. Zeszli na śniadanie w wesołej atmosferze. Nikt nie zauważał zmiany Harry`ego, on sam się tym nie szczególnie przejmował.
Przy stole Gryffindoru panował wesoły nastrój nie licząc jednej osoby.
Hermiona była cała zapłakana, łzy zlewały się jej z makijażem, Potter widząc, że to nie żart przytulił koleżankę. Ta tylko wtuliła się w niego płacząc jak małe dziecko.
- Co się stało Hermi? – spytał bez ogródek. Dziewczyna podała mu najnowszy numer Proroka Codziennego. Uwagę młodego Jeźdźca przykuło zdjęcie Mrocznego Znaku Voldemorta. Pod nim widniał nagłówek.

„Londyn Zmasakrowany. Czarny Pan pnie się w górę”

Wczoraj późnym wieczorem w Londynie rozpętało się istne piekło. Sami – Wiecie – Kto nie próżnuje.
Zginęło wielu niewinnych obywateli, nazwiska niektórych są znane. Zginęli między innymi : Jane i Robert Granger, Vernon i Petunia Dursleyowie, Arabella Figg i wiele innych osób, których tożsamośći jak na razie jesteśmy niepewni.
Czyżby to był koniec naszego świata? Może znajdzie się osoba która powstrzyma Czarnego Pana? Czekamy na wybawienie. Łaczymy się w bólu z rodzinami zabitych. O wszystkim będziemy informować na bieżąco. Zabitych już pogrzebano.
Liam Nesson

Dla Pottera to był istny szok. Owszem, nienawidził Dursleyów, ale to jednak była jego rodzina. Nie puszczał Hermiony z rąk. Wiedział, że jest jej to potrzebne. Płakała zalewając mu szatę łzami. Nie przejął się tym.
Podszedł do nich Ron z kawałkiem kurczaka w ręku. Harry podał mu gazetę. Ron posiniał z wściekłości.
- Zabij go Harry. – wycedził przez zaciśnięte zęby. – Zabij z zimną krwią.
- Gdzie jaaaaa się teeeeeeraaaaaz pooooooodzieeeeeeeje? – łkała Granger. – Nie mam dokąd póóóóóojść.
- Masz. Zamieszkasz ze mną. – postanowił Harry. Miał duży dom i na pewno by się pomieścili. Nie chciał słyszeć od dziewczyny odmowy.
- Co mamy teraz? – spytał Rona, który dokończył już jedzenie i zabrał się za studiowanie swojego planu lekcji.
- Walkę wręcz, potem Transmutację. Po dwie godziny każde zajęcia.
Powlekli się znużeni pod klasę Walki wręcz. Tam czekał na nich Murtagh w wesołym humorze.
Nie dekorował klasy niczym szczególnym. Tak samo jak klasa Jamesa była wyposażona tylko w najpotrzebniejsze do lekcji rzeczy.
- Cześć dzieciaki. – uśmiechnął się zawadiacko. – Jak wiecie nazywam się Murtagh Nolan. Będę uczył was walki wręcz. Różdżki wam będą niezbyt potrzebne. Schowajcie je proszę. Teraz poproszę do mnie osobę chętną. Pokażę wam najpotrzebniejsze chwyty i uderzenia.
Zgłosił się Ron, Dean, Seamus i Harry. Nolan wybrał Harry`ego.
- Wszystkie chwyty dozwolone? – spytał telepatycznie nauczyciela.
- Tylko mnie nie zabij. – mruknął mu w odpowiedzi.
Potter chciał uderzyć nauczyciela, jednak ten był szybszy, chwycił go za łokieć i przerzucił przez siebie. Harry z hukiem wylądował na macie.
- Poćwiczćie ten chwyt.  – polecił Murtagh z wesołą miną.
Niestety słabszym zajęło to całe zajęcia. Potter  ćwiczył z Hermioną, chciał ją odciągnąć od wspomnień o śmierci rodziców. Jednak nie za bardzo mu się to udało. Z nastrojem wisielca udali się na transmutację. Ku ich przerażeniu Mc Gonagall oznajmiła im jasno i wyraźnie, że będą przerabiać transmutację ludzką.
- To podstawowa dziedzina tej sztuki. Jeśli nie będziecie się przykładać,mogę wam zaręczyć, że pracy aurora nie dostaniecie.
Harry uczył się tej sztuki z Eragonem, więc po chwili miał rude włosy, masę piegów i lekko wydłużony nos. Machnął różdżką ponownie(Nie ujawniał się z magią bezróżdżkową) i miał już swój normalny wygląd.
- 50 punktów dla Gryffindoru. – uśmiechnęła się Minerwa. – Panie Potter, proszę zostać po zajęciach.
Gdy wszyscy wyszli Mc Gonagall spojrzała wprost w oczy Harry`ego.
- Zdziwiłeś mnie Harry.Nikt tak szbko nie opanował transmutacji ludzkiej. Porozmawiam z Profesorem Dumbledorem na temat przyspieszonego kursu dla ciebie. Szczegółów dowiesz się jak mniemam jutro. To wszystko, możesz odejść.
Harry powlókł się na obiad, zmęczony jak sto pięćdziesiąt. Zjadł niemrawo zupę i kawałek mięsa, po czym udał się do wieży Gryffindoru. W Sali Wejściowej natknął się na Hermionę i Malfoya. Dobiegł go ironiczny głos blondyna.
- Coś się stało suko? Twoi starzy wreszcie poszli tam gdzie idą szlamy? Może jednak przyjmiesz moją propozycję i zaczniesz czyścić mi buty, co szlamo?
Tego Harry nie wytrzymał, Hermiona była skulona na podłodze, żal po stracie rodziców wzmógł się, teraz nie mogła się ruszyć, tylko płakała na podłodze.
- Zamknij tą swoją blond mordę Malfoy, skończysz na urazówce w Mungu, jeśli się od niej nie odczepisz.
- Zobaczcie kto nas zaszczycił swoją obecnością. – drwił Draco. – A może jesteś tak tępy Potter, że ta dziwka ci imponuje co?
- Nikt nie będzie nazywał mojej przyjaciółki dziwką ty skurwysynie. – od Pottera emanowala moc grzechu, dodatkowo Gedwey Ignasia, którą ukrywał pod rękawicą zaczęła się niebezpiecznie żarzyć. Miał dość Malfoya, teraz konsekwencje tego co robi nie były ważne. Dracon wyciągnął rózdżkę.
- Drętwota. – wrzasnął Ślizgon.
Zaklęcie wsiąkło w Harry`ego. Teraz niebieskie promienie zaczęły unosić się spiralami w niebo. Cała szkoła obserwowała to wszystko i czekała na wybuch bomby.
Dracon rzucał same oszałamiacze. Nie śmiał posunąć się do innych, jednak gdy zobaczył, że Potter nie reaguje zmienił strategię. Wycelował różdżką w Hermionę, która była dalej skulona i zapłakana.
- Darkstar!!
Z jego różdżki wyleciała gwiazda, która powiększała się z minuty na minutę.
W Harrym zawrzało. Teraz miał gdzieś, czy ktoś go zauważy. Eragon zbladł widząc co robi jego uczeń, jednak w duchu przyznawał mu rację i zamierzał go z tego zajścia wybronić.
- BRISINGR! – wrzasnął.
Niebieski promień był tak potężny, że zaczął wytwarzać moc kruszącą ściany. Nauczyciele lękali się podejść do Harry`ego, wszyscy tak jak Eragon rozumieli postępowanie chłopaka. Jednakże nie wszyscy wiedzieli skąd on dysponuje mocą, jakiej nie miał sam Dumbledore albo i Voldemort.
Draconowi magia wyrwała kawał brzucha. Eragon podbiegł do ucznia, nie mógł pozwolić na śmierć nastolatka. Nawet gdyby to był syn śmierciożercy.
- Waise heil. – szepnął tak cicho, że tylko Murtagh go usłyszał.
Rana Malfoya zasklepiła się pod ręką Jeźdźca. Gdy wstał wszyscy oglądali zniszczenia. Ściany były w opłakanym stanie, dosłownie odpadał z nim tynk. Dumbledore wystąpił na przód i skierował się do Harry`ego.
- Minus..
- Dwieście punktów dla Slytherinu i szlaban do końca semestru. – zakomunikował Eragon.
- Ależ Profesorze, nie może pan – obruszył się Dyrektor.
- Tak się składa, że mogę profesorze Dumbledore, jeśli pan zapomniał Draco jest moim podopiecznym i w tej chwili to ja sprawuje nad nim władzę. Tak jak powiedziałem, szlaban z Profesorem Nolanem po lekcjach codziennie do 22.00.
- Profesorze Ingetium, pan się zapomina. – Dyrektor nie ustępował.
- Proszę, nie zapominać, że Malfoy prowokował Harry`ego, ponadto nastawał na życie jego przyjaciółki, a takie coś grozi nawet Azkabanem.
James przyglądał się synowi, musiał przyznać, że nowy Profesor chroni go lepiej od niego. W tej sytuacji starszy Potter nie mógł nic zrobić, bo wyszło by na to, że faworyzuje syna. Lily przyglądała się temu z szeroko otwartymi oczami, tak jak połowa Hogwartu.
- Harry, pozwól ze mną – odezwał się zmęczony Dumbledore.
Powlekli się do kamiennej chimery, gdy znaleźli się w wygodnym pomieszczeniu Albus machnął różdżką i na stole pojawił się dzbanek dobrej mocnej kawy.
- Wiesz, że to było bardzo nieodpowiedzialne z Twojej strony Harry?
- Wiem Profesorze, ale nie mogłem inaczej, Malfoy chciał skrzywdzić Hermione, mógłby ją zabić, gdybym mu nie przeszkodził.
- Rozumiem Harry, ale skąd ty znasz takie zaklęcia?
- Uczył mnie ojciec. – skłamał gładko. Co prawda James też wiedział o tym, że Harry ma nowe moce i sam ich używał po przekazaniu ich mu przez syna.
- Powinienem cię ukarać, ale tego nie zrobię. Wiem co znaczy przyjaźń i poświęcenie dla niej. Za taki wybryk musiał bym Cię wyrzucić ze szkoły. A właśnie, Profesor Mc Gonagall mówiła mi, że na lekcjach po prostu się nudzisz. Chciałbyś zdawać OWTM-y w tym roku?
Pytanie to zbiło Harry`ego z pantałyku, nie spodziewał się czegoś takiego. Tracił zaufanie do Dyrektora, jednak widział, że starszy mężczyzna faktycznie chce jego dobra, postanowił zakopać topór wojenny.
- Dobrze, Zgadzam się. – uśmiechnął się słabo Harry.
- A więc wszystko ustalone, mamy styczeń, do czerwca masz sporo czasu, żeby się przygotować. Musisz wybrać przedmioty, które cie interesują i które chcesz zdawać. To wszystko, możesz odejść, i nie rozpowiadaj na cały Hogwart,że nie zostałeś ukarany. – mrugnął łobuzersko do chłopaka. Harry po wyjściu powlókł się do rodziców.
James uśmiechnął się blado do syna, natomiast Lily przytuliła chłopaka do siebie.
- Idź do niej. – odezwał się Potter.
- Co? – Harry był zaskoczony tym pytaniem.
- Idź do Hermiony, widzę, że ci na niej zależy. Powodzenia synu
Postanowił pójść za radą ojca i pocieszyć przyjaciółkę. Znalazł ją w opustoszałym pokoju wspólnym, nic nie mówiąc podszedł do niej od tyłu i objął za szyję. Kołysał ją w głuchej ciszy, a jej robiło się lepiej na sercu. Wreszcie jest ktoś kto ją rozumiał. I ktoś w kim miała przyjaciela.

**
- CRUCIO! – po ścianach Twierdzy Mroku rozległ się wrzask śmierciożerców których dosięgł czar Voldemorta. – MIELIŚCIE ZABIĆ ICH WSZYSTKICH! – darł się Czarny Pan. – CZY TO TAKA TRUDNOŚĆ??!! AVADA KEDAVRA!! – kilku sługusów padło trupem. Musiał znaleźć sposób dorwania Pottera, tym razem zamierzał zaangażować się osobiście.
***
- Twój brat szaleje Vexatusie. – odezwał się James.
- Wiem, ale twój synek też nie próżnuje. Magia Grzechu i Magia Jeźdźców odmieniły go. Teraz ma niewyobrażalną moc. Zbliża się wojna James, i nie tylko Voldemort jest tutaj zagrożeniem.
- Kogo masz na myśli?
- Zobaczysz. James. Zło się szerzy i tylko Harry musi je pokonać. Tylko on ma taką siłę.

Rozdział XI : Moc Jeźdźca
Dni zlewały się w jedną całość, od czasu utarczki z Malfoyem wybraniec chodził zdenerwowany, na każdym kroku sypał łaciną jak tylko się dało. Tylko Hermiona mogła z nim dojść do jakiegokolwiek porozumienia. Właśnie był koniec lutego, Harry zaczął załatwiać wszystkie formalności, co do egzaminów czerwcowych. Zdawać je miał razem z innymi 7 rocznymi. James pomagał synowi jak tylko mógł.
W tej chwili właśnie mieli lekcje Czarnej Magii. James postawił sobie za zadanie trenowanie syna po zajęciach, dlatego trenowali niezmordowanie.
- No dalej Harry – śmiał się James. – Szkolenie z Eragonem przeżyłeś, moje też przeżyjesz.
- Bardzo śmieszne. – Gdyby wzrokiem można było rzucać Avadę to Potter senior byłby martwy. Właśnie skończyli pompki i brzuszki pod dzialaniem klątwy Darkstar, była to klątwa dziesięć razy gorsza niż Cruciatus. Harry nawet się nie skrzywił. Potem zaczęli pojedynek. Harry uwolnił moc, skłonił się ojcu, po czym zaczęli walczyć.
Najpierw szły same rozbrajające i drętwoty. Potem w ruch poszły zaklęcia starożytne, elfickie, druidzkie i czarno magiczne. W końcu Harry podstępem powalił ojca, stosując niewerbalne „Expeliarmus”
- Brawo synu. – uśmiechnął się Rogacz. – Nie wiedziałem, że jest ktoś kto może mnie pokonać. A teraz idź na eliksiry. Severus był wymagający, nie wiem jaki jest Eragon.
Harry chcąc nie Chcąc powlókł się do lochów. Lekcje z ojcem miał indywidualnie, natomiast eliksiry mieli ze Ślizgonami. Draco, gdy zobaczył Pottera wykrzywił się wrednie. Już miał rzucić jakąś kąśliwą uwagę, gdy nagle drzwi klasy się otworzyły i stanął w nich Jeździec w czarnym płaszczu uśmiechając się ironicznie. Bardzo przypominał Snape`a w tym momencie.
Gdy wszyscy usiedli w ławkach Malfoy wyraźnie się ociągał.
- Minus 50 punktów od Slytherinu panie Malfoy, nie ma już profesora Snape`a a ja nie będę pana faworyzował.
Zapał Draco wyraźnie przygasł.
- Mój ojciec…. – zaczął
- Z tego co wiem nie żyje. – odparował nowy profesor. – A jeśli nie będziesz się zachowywał jak trzeba gwarantuje zostaniesz wyrzucony z Hogwartu.
Malfoy usiadł obrażony na cały świat.
- Skoro Pan Malfoy raczył się uspokoić pozwolicie, że się wam przedstawię. Nazywam się Eragon van der Ingetium, będę w zastępstwie za Ś.P Profesora Snape`a uczył was eliksirów. Uprzedzam, że nienawidzę spóźnień ani niesubordynacji. Na dzisiejszej lekcji będziecie warzyć Wywar Żywej Śmierci. Kto wie czym się charakteryzuje?
Ręka Hermiony wystrzeliła w górę.
- Tak? – zachęcił ją Jeździec.
- Odpowiednio dozowany może uśpić, a zbyt duża dawka może doprowadzić w najlepszym wypadku w stan śmierci klinicznej.
- 10 punktów dla Gryffindoru. – uśmiechnął się Profesor, po czym machnął ręką, a na tablicy pojawiły się instrukcje.
- Zaczynajcie, pytania po lekcji.
Harry który siedział obok Granger wpatrywał się w nią. Miała zaczerwienione oczy i bladą cerę.  Śmierć  rodziców zmieniła ją psychicznie, zamknęła się w sobie, jedyną osobą jakiej mogła się wypłakać był tylko Harry.
Zaczęli wspólnie przyrządzać eliksir. 5 minut przed dzwonkiem profesor zebrał od nich pracę.
- Wybitny Panie Potter – uśmiechnął się do ucznia. Harryemu opadła szczęka. Jeszcze nigdy nie zgarnął W z eliksirów.
Po obiedzie Harry udał się do Murtagha. Ten gdy go zobaczył w swoim gabinecie uśmiechnął się.
- Harry, chcę ci przekazać kilka faktów a propo Jeźdźców. Jak wiesz gedwey Ignasia umożliwia ci rzucanie Magii bezróżdżkowe, jednak rządzą nią pewne prawa. Magia ma swoje reguły i ograniczenia. Musisz mieć potężną siłę, aby czar cie nie zabił, ale o to to się nie będę martwił. Jeszcze jedno : Nie możesz ożywiać zmarłych. – skończył wywód.
- Dzięki Murtagh. – uśmiechnął się Harry.
Gdy wyszedł od profesora i skierował się na około do Wieży Gryffindoru, musiał się przejść, aby przetrawić wszystkie rewelacje ostatnich dni. Nagle usłyszał łkanie, pobiegł w tamtą stronę, zobaczył Hermionę z Malfoyem. Draco uderzył dziewczynę w twarz, uderzenie było tak mocne, że zwaliło Hermionę z nóg. Krew pociekła obficie z nosa.
- Letta – szepnął Harry.
Malfoya uniosło do góry, niewidzialna siła trzymała mu nogi, ruch był niemożliwy. Z cienia wyszedł Harry. Moc stężała w nim niemiłosiernie.
- Uderzyłeś ją ostatni raz Malfoy – wysyczał z furią. Teraz nic go nie obchodziło. Zawładnęła nim Magia Grzechu. Oczy zrobiły się czerwone.
- Odwal się Potter!
- Przywołanie Potępienia. – szepnął Harry składając ręce jak do modlitwy.
Z Dracona zaczął lecieć srebrzysty płyn. Lał mu się z ust i uszu. Tamował przebieg tlenu. Ślizgon się dusił.
Cała posadzka była zalana błękitnym płynem. Hermiona patrzyła z przerażeniem jak Draco zostaje pozbawiony życia. Dusił się, ostatnimi spazmatycznymi ruchami łapał oddech.
-  Jeśli jeszcze raz ją uderzysz, znieważysz albo wyzwiesz ostrzegam Malfoy, nie dożyjesz gwiazdki.
Draco uciekał z korytarza w tempie natychmiastowym. Harry machnął ręką a nos Hermiony był cały, natomiast twarz sucha od krwi. Przytulił skołowaną dziewczynę. Poczuł ciepło jakiego nie poczuł nigdy. Nawet przy Cho. Zakochał się w Hermionie. Nie czekając na nic podniósł jej twarz do swojej i namiętnie pocałował. W tej chwili liczyli się tylko oni. Objął dziewczynę w talii i całował dalej. Oderwał jej usta od swoich.
- Kocham Cie Hermi. – szepnął.
- Ja ciebie też Harry. – łzy szczęścia polały się z jej oczu.
Poszli wspólnie do wieży Gryffindoru. Trzymali się za ręce. Potter wiedział, że teraz musi zapewnić Hermionie ochronę. Dla niej był zdolny nawet zabić.

**
Voldemort razem z armią śmierciożerców posuwał się ku Hogwartowi. Gdy wyłamał bramy stanął oko w oko z Aurorami.
Huk był słyszalny w całym zamku, na błonia wylegli wszyscy uczniowie. Harry nie chciał się ujawniać, dlatego skontaktował się telepatycznie ze swoim smokiem
- „Hiradorze, potrzebujemy cię, atakują Hogwart!”
- „Już lecę Harry”
Na niebie zajaśniały trzy plamy. Jedna niebieska, druga czerwona a trzecia zielona. Eragon dosiadł Saphiry, natomiast czerwonego smoka zajął Murtagh.
- To jest Cierń. – pogładził smoka po rubinowych łuskach. – Rozwalmy tych śmierciojadów.
Strumień ognia spopielił dosłownie setkę sługów Voldemorta. Eragon zeskoczył z Saphiry, chwycił miecz i zaczął odbijać nim zaklęcia. Obok niego pojawił się Dumbledore.
- Avada Kedavra. – z wdziękiem zabił Avery`ego. Ciskał zaklęciami we wszystkie strony. Zabijał bez skrupułów.
- Achandros. – Murtagh wystrzelił strumień lodu z gedwey ignasii. Zamroziło co najmniej piętnastu.
W tym tempie śmierciojadów zaczęło ubywać, w końcu na placu boju pozostał sam Voldemort.
- Jeszcze się spotkamy Harry Potterze. Jesteś głupcem i stracisz wszystko. – syknął nienawistnie.
- Zbyt długo siedziałem cicho Riddle. – wysyczał Potter. – Teraz będę działał. Możesz już zacząć się bać.
Spirala mocy unosiła się pod niebo. Skóra zrobiła się fioletowa, źrenice zniknęły. Same białka były widoczne.
- KODTHR!
Voldemort zaczął się dusić, oddychał z trudem. Napór mocy na jego kości zwiększał się łamiąc je boleśnie.
Gdy sprawny został sam kręgosłup Harry go wypuścił.
- Mógłbym cie zabić Gadzie, ale tego nie zrobię. Pomęcz się połamany. Sprawny masz tylko kręgosłup. Spierdalaj stąd i niech cie nie widzę. Jeśli jeszcze raz zagrozisz moim bliskim…..Zabiję.
- Głupcze. – Riddle z trudem oddychał. – Nie masz pojęcia co się zbliża. Wrócę potężniejszy ale nie sam.
To mówiąc zniknął.
Hogwart nie poniósł żadnych strat, nikt z uczniów ani nauczycieli nie zginął. Jedynie Lupin miał draśnięte ramię.
- Boję się Harry, że Voldemort wykorzysta do pomocy Czarnych Smoczych Jeźdźców, a wtedy będziemy mieli kłopoty. – odezwał się Eragon.
- Kogo?
- To rozmowa na dłuższy czas. Zapraszam do swojej kwatery.


Rozdział XII : Morderstwo w Hogwarcie.
Lord Voldemort deportował się z trzaskiem, stał na wielkiej równinie spowitej mrokiem, zza góry z której wyszedł spoczywał zamek, wielkich rozmiarów kolos, czarne barwy czyniły to miejsce bastionem zła.
- Więc to prawda – syknął Gad. – Uru`baen. Opowieści były prawdziwe. Teraz muszę tylko przekonać tutejszego rezydenta co do moich zamiarów.
To mówiąc wkroczył do cytadeli, zagrzmiały werble, werble wojny.
**
Eragon nerwowo przechadzał się po swoim gabinecie, nagle na środku pomieszczenia huknął piorun i zmaterializował się młodzieniec z ostro zakończonymi szpiczastymi uszami. Białe włosy spływały na ramiona. Jeździec usiadł, przybysz zrobił to samo.
- Złe wieści Eragonie. – w głosie nieznajomego było słychać jawne przerażenie. – Voldemort sprzymierzył się z siłami, jakie już wcześniej pokonaliśmy.
- Urgale? – spytał Eragon.
- Nie Jeźdźcze. – odezwał się gość. – Urgale zamieszkały w górach Kośćca odkąd pamiętam, odkąd odbyła się bitwa na Płonących Równinach Alagaesii. Nie będą groźne, mówię o zagrożeniu, które dotąd nie dawało nam żyć i raz zażegnane powróci.
Do Eragona dopiero dotarła groza sytuacji.
- Nie – szepnął. – To niemożliwe Ceranthorze.
- Owszem Możliwe, a teraz wybacz, muszę się ulotnić, Harry Potter stoi za drzwiami i chce ci coś powiedzieć. – to mówiąc zniknął w blasku ognia.
Jeździec otworzył drzwi machnięciem ręki, Potter wszedł do pomieszczenia. Cały był uwalany krwią, gdzie niegdzie na ciele miał sińce. Uśmiechnął się ponuro, po czym padł na siedzenie.
- Harry, Voldemort planuje sprzymierzyć się z Czarnymi Smoczymi Jeźdźcami, to bardzo źle.
- To znaczy? – Potter miał złe przeczucia.
- To znaczy Harry, że mamy przerypane na całej linii. Czytałeś te książki o Jeźdźcach jakie dał Ci Murtagh?.
- Tak, ale dalej nie widze związku. – Potter skrzywił się, bolały go żebra przy każdym oddechu, włosy miał pozlepiane od krwi.
Eragon odetchnął, machnął ręką, a na stole pojawił się dzbanek mocnej kawy i ciastka w czekoladzie.
- Częstuj się. – zachęcił z uśmiechem.
Gdy Harry ugryzł pierwszego kęsa i popił go kawą od razu odczuł zbawienne działanie kofeiny i posiłku.
- Harry, zacznijmy od tego, że Czarni Smoczy Jeźdźcy służyli tyranowi Galbatorixowi, inaczej są zwani Zaprzysiężonymi, jednak mieli też oni uczniów. Było ich kilku, jednak nawet jednego będzie nam trudno pokonać. Jeśli zmartwychwstały Galbatorix i Voldemort się połączą, nie pozostanie nam nic innego jak intensywna walka. Śmierciożerców będę wybijał osobiście, jednak do tych drugich będzie nam potrzebna pomoc naszych współbraci z Zakonu Vraela.
Harry`emu opadła szczęka, wiedział, że Riddle jest potężny, ale nie aż tak. Połamał mu kości, ale nie wiadomo jak będzie teraz. W końcu Gad mógł się uzdrowić.
- Czy Dumbledore wie? – spytał Potter.
Van der Ingetium spojrzał na niego jak na wariata, jednak w duchu przyznał rację, dyrektor musi wiedzieć co dzieje się w Hogwarcie.
- Dyrektorem zajmie się Murtagh, jeszcze dzisiaj wzmocnimy ochronę, Smoczy Jeźdźcy będą chronić szkoły, a ty Harry lepiej się połóż.
Harry spochmurniały wyszedł z gabinetu profesora. Zmierzał do Wielkiej Sali a ciastka nie dały mu nasycenia żołądka. Dogoniła go Hermiona, widziała, że w jej chłopaku jest coś złego. Wplotła dłoń w jego włosy delikatnie je czochrając. Harry oczy miał przekrwione, pełne bólu i cierpienia. Zbyt wiele jak na jednego nastolatka.
- Co się dzieje Harry? – spytała dziewczyna przy stole Gryfonów, kiedy Potter niemrawo zabrał się za kiełbaski.
- Lepiej nie pytaj Hermi, proszę. – odezwał się z bólem. Ton jego głosu wstrząsnął dziewczyną. Chłód, cierpienie, ból, żal i troska emanowały ze zwykłego 16 latka.
Gdy Potter skończył jeść powstał dyrektor.
- Moi drodzy, od dzisiaj szkoła zostaje objęta dodatkową ochroną, nie widzę przeszkód, aby przedstawić wam grupę specjalną.
W tym momencie przy stole ochrony magicznie powiększonym usiadło ze 100 osób w białych płaszczach i jasnych włosach. Wszystkie były do ramion. Ich oczy były czarne jak dwa żuki. Harry mimowolnie wzdrygnął się.
- Nie radzę im się sprzeciwiać, mają takie same prawa jak nauczyciele. – ciągnął Dumbledore. – Dobranoc wszystkim.
Harry i Hermiona poszli powolnym krokiem do pokoju życzeń, lecz to było by zbyt piękne, żeby było prawdziwe, aby nie napatoczył się Draco Malfoy.
- Ooooooo, Potter i święta kurwa. – zadrwił, widać za nic miał ostrzeżenie wybrańca.
- BRISINGR! – wrzasnął Harry.
Tak samo jak poprzednio niebieska fala przeszła przez pomieszczenie nie czyniąc krzywdy Potterowi i Granger, natomiast Draco był powolnie parzony magicznym ogniem, jego skóra już miała bąble, w powietrzu roznosił się smród palonego ciała, Draco wrzeszczał na cały głos. Płakał jak małe dziecko.
- Zostaw mnie Potter!
- Nic z tego. – głos Pottera przybrał straszną nutę. Gedwey Ignasia na jego dłoni błyszczała jak rozpalone srebro. Malfoy uskoczył za zasięg zaklęcia, nie mógł wygrać z przeciwnikiem na magię, ani pięści, więc doskoczył do Hermiony, chwycił dziewczynę za gardło, z fałd szaty wyjął nóż.
- Spróbuj mnie tknąć śmieciu,a ta szlama zginie. – zagroził Dracon, i w tym momencie nie żartował
- „Eragonie!” – krzyknął telepatycznie Harry. – „Wezwij Dumbledore`a i resztę nauczycieli, „Malfoy chce zabić Hermionę, POMÓZ MI DO JASNEJ CHOLERY!!”
- „Już idę Harry” – obiecał Van der Ingetium
Potter myślał jakby tu zranić Dracona, żeby on nie ruszył Hermiony. Za bardzo ją kochał, żeby móc pozwolić na jej śmierć. W tym momencie aportował się Dumbledore z Eragonem i Murtaghiem. Draco nie czekał, przyłożył mocniej nóż do gardła przerażonej dziewczyny. Gdy Harry zrozumiał, że jego dziewczynie grozi utrata życia. Zaczął biec, zanim zaklęcie dosięgło by Malfoya, ten zabił by Hermi.
- Za późno Panie Potter. – Malfoy miał na twarzy wyraz satysfakcji. Pociągnął nóż, podrzynając Hermionie gardło. Ta padła na ziemię w kałuży krwi, ostatnie drgawki ustały, Granger była martwa.
Harrym owładnęła furia, zaczął unosić się nad ziemią, czerwony wir go owładnął. Oczy, niegdyś zielone były mlecznobiałe, włosy wydłużyły się do pasa, mięśnie przybrały i to ostro. Był to niewątpliwie poziom magii nieznany nawet dyrektorowi. Ten niemym wzrokiem patrzył na Pottera, jedynie Murtagh podbiegł do Hermi.
- Waise Heil. – szepnął.
Rana się zrosła, jednak to nie przywróciło jej życia. Potter tymczasem pogrążał się we wściekłości.
- Zabiję cię skurwysynie, i teraz Ministerstwo może mi skoczyć. – syknął. – KODTHR!
Malfoya połamało tak jak Riddle`a, teraz nie mógł się ruszać, Potter podszedł do niego, nienawiść pałała z jego energii, furię miał w oczach.
- HARRY! – wydarł się Dumbledore. – NIE RÓB TEGO!
- Nie rozumie pan Dumbledore… - głos Pottera był zimny i odległy. – I nie zrozumie
Chwycił Dracona za szmaty, i na kolanie połamał mu kręgosłup. Odgłos łamanych kości rozniósł się echem po korytarzach Hogwartu.
Harry już miał rzucić zaklęcie uśmiercające, gdy nagle znalazł się przy nim Eragon. Złapał ucznia za kołnierz i deportował się z nim do Doliny Godryka.
- Wielkie nieba. – Lily, która wyszła im na spotkanie zasłoniła usta ręką, gdy zobaczyła prawie nieprzytomnego Pottera. – Eragon? Harry? CO SIĘ STAŁO!!
- Lily, uspokój się.. – Ingetium się zawachał, jednak opowiedział jej co się stało w szkole.
Gdy skończył Lilyanne i świeżo co przybyły Syriusz wybałuszyli oczy. Nie minęła chwila a w salonie Potterów pojawił się Dumbledore, oczy miał podkrążone, głos zachrypnięty. Nie wyglądał dobrze.
- Harry, uspokój się. Nie zrobię ci nic – dobrodusznie powiedział chłopakowi.
Usiadł ciężko na kanapę, po czym oświadczył, że minister o wszystkim się dowiedział, i nie zamierza odpuścić.
- Ja także nie odpuszczę Dyrektorze. – głos Harry`ego wypełniała nienawiść. – Malfoy zginie, nie mogę pozwolić, żeby po świecie chodził zabójca osoby, którą kochałem i kocham nadal. Idę po nią Eragonie, ale najpierw rozniosę tego skurwysyna.
Deportował się do Skrzydła Szpitalnego, Furia w oczach nie zmalała gdy zobaczył przeciwnika. Oczy Dracona rozszerzyły się w paroksyźmie przerażenia.
Harry z upiornym uśmieszkiem podszedł do rannego. Wyciągnął miecz zza pasa. Rzucił zaklęcie słodkiego snu na Panią Pomfrey i innych już śpiących, żeby spali jeszcze mocniej.
- Cierp, jak ja cierpiałem.
Zamachnął się mieczem, ręka upadła z plaśnięciem na ziemię, Malfoy nie mógł się wić, odgryzł sobie z nerwów kawałek języka. Potter po prostu rąbał ciało na oślep, jednak Malfoy jeszcze żył. Zakrwawione ostrze przebiło mu najpierw jedno oko potem drugie. Na końcu odrąbało głowę i przebiło serce.
Draco Malfoy był martwy.
**
Następnego dnia Prorok Codzienny szalał, rozpisywano się o tajemniczym zgonie w szkole Magii i Czarodziejstwa. Oczywiście Dumbledore zadbał o to, aby nikt nie dowiedział się o tym, że mordercą był Harry Potter.
Ron Weasley był załamany. Hermiona nie żyje, a Harry przepadł. Od dnia nie było z nim kontaktu, na lekcje nie przyszedł, po prostu wyparował ze szkoły.
Pogrzeb Draco odbył się nazajutrz, przybyli głównie Ślizgoni, reszta przyszła z musu.
W cieniu stała postać w czarnym płaszczu, hebanowe włosy opadały na zgrabnie opalone czoło, oczy były puste i bez jakichkolwiek uczuć.
Dumbledore stanął za mężczyzną.
- Harry. – głos Albusa załamał się. – Wybacz mi.
- To niech Pan mi wybaczy Dyrektorze. Bez Hermiony nic nie jest takie samo.
- Rozumiem cię synu. – odezwal się Dumbledore. Harry był dla niego jak wnuk, którego nie chciał stracić, widząc go załamanego kroiło mu się serce.
Harry przytulił się do Albusa, płakał jak małe dziecko. Dumbledore go objął, jak dobry dziadek.
- Jesteś dla mnie jak wnuk i zawsze możesz liczyć na moją pomoc.
Harry utkwił zielone oczy pełne łez w dyrektorze. Nie ufał mu, jednak ten faktycznie chciał jego dobra.
Potter zniknął w czarnym wirze. Pojawił się na wzgórzu skąd obserwował Hogwart. Z pleców zwisal mu czarny płaszcz.
- To dla Ciebie Hermi. – wyczarował piękną czarną różę, położył ją na trawie, wokół niej wypalił serce. – Zemsta jest rozkoszą bogów. Szykuj się Riddle. Zbyt długo siedziałem cicho.

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
www.wwepbfgame.pun.pl sfgame on bada objawy posocznicy u psa the gazette ile ruki ma kolczyów ciasne majtki